niedziela, 6 maja 2018

"Mrok" Evanna Shamrock



[źródło]
Gdybym miała opisać jednym słowem powieści Evanny Shamrock, zdecydowałabym się na słowo niekonwencjonalne. Świat przedstawiony przez autorkę to świat fantastyczny, z wieloma elementami wspólnymi dla świata rzeczywistego, jednak nie znajdziemy tu mitycznych stworzeń, włochatych potworów czy czarodziei w długich, powłóczystych szatach. Świat Signum Sanguinem to świat gdzie mrok i cierpienie przeplatają się wzajemnie, a najgorszymi potworami są ludzie. To świat inny niż w klasycznych powieściach fantastycznych, jednak czy gorszy? Zdecydowanie nie! Tym bardziej jest mi miło zaprosić Was dziś na recenzję reedycji pierwszego tomu Mrok Revamped, któremu Książkoholik z powołania dumnie patronuje. 

Po dzieciństwie pełnym cierpienia, Jojo wraca do rodzinnego miasta, które nawiedza seria tajemniczych zaginięć. Nikt nie wie, co dzieje się zaginionymi ludźmi, dokąd są zabierani i kto za tym wszystkim stoi. Odpowiedzią na te wszystkie pytania, może okazać się właśnie Jojo, którego od dzieciństwa nękają bolesne i mroczne wizje. Jednak chłopiec po traumatycznych wydarzeniach z przeszłości, za wszelką cenę stara się unikać ludzi uważając ich za stworzenia złe i podłe. Pewnego dnia, na drodze Jojo stają Naznaczeni, ludzie o wyjątkowych zdolnościach, którzy twierdzą, że są w stanie odnaleźć Zagubionych. Do tego jednak potrzebny jest im Jojo. Czy chłopiec pokona własne demony i sprzymierzy się z Naznaczonymi, by wspólnie uratować zaginionych mieszkańców Auditium?  

piątek, 27 kwietnia 2018

"Miejsce i imię" - Maciej Siembieda



[źródło]
Po czym można poznać dobrego pisarza? Po wyjątkowo kwiecistym i bogatym stylu? Po umiejętności stopniowania napięcia? A może po ilości sprzedanych przez niego egzemplarzy? Dla mnie dobry pisarz to taki, który potrafi zaciekawić czytelnika danym tematem, który do tej pory niekoniecznie znajdował się w jego kręgu zainteresowań. I za takiego pisarza z całą pewnością mogę uznać Macieja Siembiedę, którego najnowszą powieść Miejsce i imię recenzuję dziś dla Was we współpracy z wydawnictwem Wielka Litera

Dawid Schwartzman  bezdomny, żydowski chłopiec zostaje zatrudniony jako szlifierz diamentów, w dobrze prosperującym zakładzie u Izaaka Naglera. Szybko okazuje się, że młody mężczyzna to prawdziwy geniusz, którego talent może na zawsze zmienić przemysł jubilerski. Johan Pinto kryminalista skazany na dożywocie za zamordowanie dwóch żydowskich jubilerów, trafia do jednego z obozów koncentracyjnych na Górze Świętej Anny, gdzie obejmuję rolę brygadzisty nad tajnym projektem SS Albrechta Schmelta. I Jakub Kania, były prokurator INP-u, który otrzymuje zlecenie odnalezienia miejsca pochówku holenderskich Żydów zamordowanych w Annabergu na Dolnym Śląsku. Prokurator szybko przekonuje się że pod przykrywką oddania czci zamordowanym kryje się żądza odkrycia bezcennego znaleziska z okresu II wojny światowej. Trzech mężczyzn, trzy różne czasy i miejsca  i jedno pragnienie – bezcenny diament na który polują również zagorzała neonazistka, rosyjski gangster oraz były szef IPN-u – Wiesław Paluch. To wszystko znajdziecie w najnowszej powieści Macieja Siembiedy Miejsce i imię

środa, 18 kwietnia 2018

"Pierwszy róg" Richard Schwartz [PRZEDPREMIERIOWO]



[źródło]
Czy można napisać rozbudowaną powieść fantasy, która nie znudzi odbiorcy w połowie czytania ? Czy można napisać książkę w której czytelnik nie będzie czuł się zagubiony przez mnogość obcych nazw i imion? Czy można napisać coś tak dobrego, że rozbudzi to chęć sięgnięcia po więcej nawet u najbardziej odpornych na ten gatunek czytelników? MOŻNA i Richard Schwartz jest tego najlepszym dowodem! Jego powieść Pierwszy róg to high fantasy w najlepszym wydaniu, które sprawiło, że po tylu niepowodzeniach na nowo pokochałam ten gatunek i zapragnęłam sięgnąć po jeszcze więcej. 

Zasypana śniegiem gospoda pod Głowomotem, na dalekiej Północy i grupka podróżnych szukających schronienia przez zawieją. Stary wojownik, ser Havald poszukający spokoju u schyłku swojego życia, młoda i piękna meastra, powiernica królowej i czarodziejka Leandra, niezwykle brutalny i wzbudzający w pozostałych gościach strach, przywódca bandytów Janos Jednoręki oraz tajemnicza i niebezpieczna mroczna elfka to tylko nieliczni z gości gospody. Wszystkich ich potężna burza śnieżna odcięła od świata zewnętrznego. I wszystkim im grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. 

Gdy w stajni zostają odnalezione zwłoki młodego mężczyzny, okaleczone i wypatroszone na gości gospody pada blady strach. Gdzieś obok nich czai się potwór rządny kolejnej niewinnej krwi. Ser Havald wraz z meastrą próbują znaleźć bestię nim ta zabije kolejną osobę. W międzyczasie poczciwy właściwiej Eberhard odkrywa tajemną kryptę w piwnicy pod gospodą. Kryptę której strzeże pradawna magia, zdolna unicestwić każdego kto ośmieli się skraść jej tajemnice. Kim jest bestia terroryzująca gości? Co bohaterowie odnajdą schodząc do tajemniczej krypty? Czy burza i siarczysty mróz kiedyś się skończą? I jaki związek z tym wszystkim ma potężne imperium Thalaku? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie sięgając po powieść Richarda Schwartza Pierwszy róg.

niedziela, 8 kwietnia 2018

"Lekcja martwej mowy" - Paweł Jaszczuk



źródło
Zdecydowanie moimi ulubionymi epokami historycznymi są starożytność i średniowiecze.  Potężne królestwa, wspaniałe bitwy i spiskujący po kątach dworzanie to coś o czym czytam z prawdziwą przyjemnością. Niestety, tego samego nie mogę powiedzieć o okresie po roku 1945. Zwykle szkolne lekcje historii kończyły się na wczesnych latach powojennych, więc nie miałam okazji dogłębnie zapoznać się z historią Solidarności czy strajków w Gdańsku i kopalni Wujek. Oczywiście podstawowe informacje jak i daty są mi dobrze znane, jednak szerszy obraz ówczesnego społeczeństwa i korelacji politycznych nadal pozostaje owiany gęstą mgłą niewiedzy. Od pewnego czasu staram się jednak poszerzyć swój zakres zainteresować o lata PRL-u, dlatego też zdecydowałam się na lekturę nowej  powieści Pawła Jaszczuka Lekcja martwej mowy, w której to autor przenosi czytelnika w klimatyczne, kręte uliczki powojennego Lwowa.

Gdy w przededniu 1 września 1939 roku Jakub Stern otrzymał teczkę z tajemniczą zawartością sądził, ze wygrał los na loterii. Informacje w niej zawarte zagwarantowałyby redakcji wielomilionowy nakład, a sam Stern przebiłby się do pierwszej dziennikarskiej ligi. Niestety, wybuch wojny pokrzyżował wszystkie plany, a sam mężczyzna musiał porzucić maszynę do pisania i  imać się różnych zajęć by móc wyżywić rodzinę. 

Dwadzieścia dziewięć lat później, mężczyzna dostaje wiadomość od dawnego współpracownika z zaproszeniem odwiedzenia go we Lwowie. Jakub mimo początkowych oporów postanawia przyjąć zaproszenie i wyruszyć do dawno niewidzianego, ukochanego miasta. Nie zdaje on sobie jednak sprawy, że podobne zaproszenie otrzymała Wilga de Brie, francuska dziennikarka, a prywatnie była współpracownica Jakuba z redakcji przedwojennego "Kuriera". Bohaterowie szybko odkrywają, że za pozornie niewinnym zaproszeniem, kryje się skomplikowana, śmiertelnie niebezpieczna intryga, w której bohaterem jest ktoś jeszcze. 

sobota, 31 marca 2018

"Morderstwo na starej plebanii" - Jill McGown


[źródło]




"- Na plebanii, uwierzyłabyś? Mamy swoje Morderstwo na plebanii. 
- Słucham?
- Morderstwo na ple... - Westchnął. - Jasne, przecież ty nie jesteś fanką Agathy Christe, prawda?" 








Wielokrotnie powtarzałam, że jestem prawdziwą fanką twórczości Agathy Christie. Od początku mojej przygody z blogowaniem z pewnością mogliście usłyszeć to wielokrotnie i pewnie jeszcze usłyszycie o tym nie raz. Stworzeni przez Christie charyzmatyczni bohaterowie, z pozoru spokojne wiejskie miasteczka i skomplikowane zagadki kryminalne to klasyka w najlepszym wydaniu. Nic więc dziwnego, że nie potrafię oprzeć się żadnej powieści, której fabułę porównuje się do książek mojej ulubionej autorki. I tak też było tym razem. Morderstwo na starej plebanii Jill McGown to klasyczny kryminał, który mam przyjemność recenzować dziś we współpracy z wydawnictwem Zysk i Spółka. 

Gdy na małej plebanii, w środku zasypanego śniegiem Byford zostają odnalezione zwłoki młodego mężczyzny, sprawę przejmują inspektor Lloyd i sierżant Judy Hill. Detektywi szybko odkrywają, że zamordowanym jest Graham Elstow zięć tamtejszego pastora, który parę miesięcy wcześniej, dotkliwie pobił jego córkę Joannę. Sprawa komplikuje się, gdy okazuje się, że każdy z domowników ma niepodważalne alibi i żaden z nich nie mógł popełnić zbrodni. Detektywi błądząc po labiryncie potencjalnych podejrzanych i tropów prowadzących do nikąd, szybko przekonują się, że ta z pozoru prosta zagadka, jest dużo bardziej skomplikowana niż byli skłonni przypuszczać. 

wtorek, 13 marca 2018

"Szpilki za milion" - Izabela Szylko






„Uczciwy złodziej, perfidna celebrytka i oszukany kochanek – to musi być mieszanka wybuchowa!”








Jeżeli szukacie człowieka, którego technika permanentnie nienawidzi to właśnie go znaleźliście. W ciągu trzech miesięcy oddałam na gwarancję 3 laptopy, z czego żaden z nich nie wytrzymał nawet tygodnia. Zepsuty dysk twardy, zawieszanie się czy trzeszczące głośniki to ostatnio dla mnie codzienność. Jestem tym bardziej zirytowana, że laptopy te były naprawdę drogie, a używałam ich jedynie do pisania recenzji i serfowania po Internecie. Wobec tego, aby poprawić sobie nieco nastrój postanowiłam sięgnąć po lekką, niezobowiązującą komedię kryminalną, dzięki której chociaż na chwilę zapomniałabym o moim wyjątkowym „szczęściu”. Szpilki za milion Izabeli Szylko to niezwykle zabawna historia, z misternie skonstruowaną intrygą i uroczymi bohaterami, którą recenzuję dziś dla Was we współpracy z wydawnictwem Burda Książki.

"Oczyma wyobraźni zobaczyłem Aldonę z pianą do golenia na ustach i już zacząłem się domyślać, do czego to wszystko prowadzi."

środa, 14 lutego 2018

"Włam się do mózgu" - Radek Kotarski



[źródło]

Gdyby przeprowadzić ankietę, jakie słowa jako pierwsze kojarzą się nam ze słowem nauka, jestem pewna, że większość z nas odpowiedziałaby: szkoła, obowiązek, nuda, ogólnie rzecz biorąc nic przyjemnego. Kilkanaście lat katorgi, wkuwania niepotrzebnych wzorów, dat czy definicji, zarwane noce, a wszystko po to by w wieku 25 lat, otrzymać pięknie wyglądający dyplom i w końcu nie musieć się uczyć. Jeżeli tak myślicie, to niestety muszę Was rozczarować, ponieważ wszyscy, bez względu na płeć, narodowość czy preferencje polityczne i religijne, będziemy uczyć się do końca naszego życia. Czy to nowych obowiązków na stanowisku pracy, czy chociażby wspólnego życia po założeniu rodzinny, nauka będzie towarzyszyła nam na każdym kroku.

Im jestem starsza, tym częściej odnoszę wrażenie, że system obecnego szkolnictwa wyznaje zasadę 3xZ „Zakuć, Zdać, Zapomnieć”. Co więcej, szczerze przyznaję, że sama wielokrotnie stosowałam tę zasadę, co w dalszej perspektywie wywoływało we mnie ogromną frustrację, czemu po kilku tygodniach tak mało pamiętam z danego przedmiotu. Przecież już się tego uczyłam, co więcej zdałam z tego tematu test, więc przyswojona wiedza powinna ze mną pozostać na nieco dłużej niż dzień po egzaminie. Niestety, wszystko co brzmi tak pięknie w teorii nie znalazło potwierdzenia w rzeczywistości, a przy kolejnym teście już teoretycznie nauczonych informacji, musiałam się uczyć ponownie.  Czy więc tak właśnie ma wyglądać moje życie? Ciągłe zakuwanie, zapominanie i ponowne zakuwanie? Na szczęście okazuje się, że nie i istnieją techniki dzięki którym, raz przyswojone informacje pozostaną z nami na nieco dłużej.
© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators