niedziela, 31 grudnia 2017

"Signum Sanguinem. Geneza" - Evanna Shamrock


[źródło] 

Lektury Signum Sanguinem. Geneza obawiałam się z wielu powodów. Po pierwsze, od pewnego czasu całkowicie zrezygnowałam z czytania fantastyki. Miałam dość schematycznych i przewidywalnych bohaterów, samotnie ratujących świat, na których drodze pojawiały się ciągle te same przeszkody. W końcu ile można czytać o jednym i tym samym? Po za tym, ze wstydem przyznam, że nie czytałam poprzednich części uniwersum Signum Sanguinem Mrok i Światło. Nie byłam więc pewna, czy aby wszystkie wydarzenia i postacie będą dla mnie w pełni zrozumiałe. Do lektury Genezy, podchodziłam więc pełna obaw, jednak czy słusznie? O tym za chwilę.

Auditium to z pozoru spokojne miasto, pełne niczym niewyróżniających się mieszkańców. Jednak pod tą otoczką, miasto skrywa przerażającą tajemnicę. Od pewnego czasu miasto nawiedza fala niewyjaśnionych zaginięć. Strażnicy są bezradni, a mieszkańcy coraz bardziej przerażeni. Zaginięcia te nie dziwią jednak Andrzeja Zimmermana, członka bractwa Signum Sanguinem, które to jest odpowiedzialne za sytuacje w mieście. Andrzej jako zaufany człowiek ojca Perduella, cieszy się wysoka pozycją i szacunkiem wśród braci. Sytuacja zmienia się, gdy mężczyzna zostaje wyznaczony do pozornie prostego zadania. Polega ono na pilnowaniu Anieli, młodej kobiety, która według Ojca Perduella zagraża bractwu. Jak to w takich sytuacjach bywa, para zakochuje się w sobie i na świat przychodzi ich syn Joaquin Emil. Jednak gniew Ojca Perduella, podąża za nimi krok w krok, krwawo kończąc szczęście rodziny. Mimo młodego wieku Joaquin,  będzie musiał stawić czołu żądnym krwi demonom, które żyją w nim samym. 

"Będzie takim potworem, jakiego ludzie chcieli ujrzeć, stwarzając go od podstaw z pomocą niechętnych spojrzeń, nienawistnych czynów i okropnych słów. Potworem, który uśmierci własnych stwórców."

Jeszcze nigdy napisanie żadnej recenzji nie sprawiło mi tylu trudności. Bynajmniej nie dlatego, że powieść jest zła. Wręcz przeciwnie! Jest bardzo dobra, i chyba właśnie w tym tkwi problem. Zawsze staram się jak najwierniej oddać uczucia towarzyszące mi podczas lektury, jednak w przypadku Genezy nie było to takie proste. Powieść ta niesie ze sobą tak ogromny ładunek emocjonalny, że nie potrafiłam znaleźć słów, które wiernie oddały by emocje moje i bohaterów. Mam nadzieję, ze chociaż w pewnym stopniu uda mi się to teraz.

Zacznijmy od tego, że powieść ta nie jest typową fantastyką. Zaszufladkowanie jej tylko do tego gatunku, byłoby ogromnym błędem, ponieważ Geneza łączy w sobie elementy powieści fantastycznej, ale także thrillera czy powieści psychologicznej i obyczajowej. Takie połączenie sprawia, że historia Joaquina jest wielowymiarowa i porusza naprawdę wiele, aktualnych obecnie kwestii, jak chociażby orientacja seksualna czy choroba psychiczna.

Moim ulubionym, a jednocześnie najbardziej przejmującym fragmentem był opis szpitala psychiatrycznego i stosowanych tam technik. Eksperymenty medyczne, brutalna walka o kromkę chleba czy przetrzymywanie dzieci na mrozie, bez obuwia i kurtek przypomina praktyki stosowane na więźniach obozów koncentracyjnych. Po za tym główny bohaterem musiał zmierzyć się nie tylko z sadystycznymi praktykami doktora Shanahana,  ale także z własnymi demonami, kontrolującymi jego życie.

Mimo że, powieść ogromnie przypadła mi do gustu, nie byłam w  stanie przeczytać jej "na raz".  I w żadnym razie nie jest to winą autorki! Powieść napisana jest bardzo dobrze, jednak tak duży nakład emocji sprawił, że czasami po prostu musiałam dać sobie chwilę by kontynuować czytanie. Nie mniej w żadnym razie nie uważam tego za wadę. Ta chwila wytchnienia, pozwoliła na nowo poznawać naszych bohaterów i cieszyć się z lektury.

"Gdy człowiek jest pozbawiony tego, co było dla niego ważne, staje się bestią. A bestie pożerają się nawzajem."

Wszystkim, którzy tak jak ja obawiali się sięgnąć po Genezę, bez znajomości poprzednich części spieszę wyjaśnić, nie ma się czego bać. Geneza, jak sama nazwa wskazuje, opowiada losy bohaterów przed wydarzeniami opisanymi w Mroku i Świetle, łącząc całą historię w jedną spójną całość.


Najnowsza książka Evanny Shamrock  to przejmująca, aczkolwiek brutalna opowieść o poszukiwaniu własnego ja oraz walce z demonami, które niekiedy żyją w Nas samych. To powieść o pozorach, które tak często zniekształcają prawdziwy obraz rzeczywistości. To także historia o odrzuceniu oraz o słowach, które potrafią zadań najbardziej bolesny cios. Ogromnie się cieszę, że miałam możliwość objęcia tej powieści patronatem. Bardzo dziękuje autorce za okazane zaufanie i z niecierpliwością zabieram się za dalsze losy Jojo i Naznaczonych. 

Za powieść i patronat serdecznie dziękuję autorce Evannie Shamrock!


piątek, 3 listopada 2017

"Brzydka królowa" Victoria Gische



[źródło]





"Żaden mężczyzna tak jeszcze na nią nie patrzył. Poczuła, że jej policzki płoną. Przez chwilę odwzajemniała spojrzenie, a potem skromnie opuściła oczy."









Jak już wielokrotnie wspominałam powieść historyczna jest jednym z moich ulubionych gatunków literackich. Od zawsze fascynowała mnie atmosfera średniowiecznych zamków, monarchie, zdrady i knowania na królewskim dworze. Szczególnie upodobałam sobie dwór angielski i okres panowania dynastii Tudorów, jednak ostatnio coraz częściej sięgam po literaturę także z innych okresów. I tak oto trafiła do mnie Brzydka królowa. Elżbieta Rakuszanka żona Kazimierza Jagiellończyka , powieść opowiadająca o nieurodziwej księżniczce, która stała się matką królów.

wtorek, 3 października 2017

"Grzesznik" Artur Urbanowicz



[źródło]

\


"Nie ma lepszego sposobu na uświadomienie sobie, czym jest zło, niż doświadczenie go na własnej skórze. Tak jak mówi się, ze wszystko dobre, co uczyniłeś, wraca do ciebie, tak samo dzieje się ze złym. Całe zło, które wyrządziłeś w swoim życiu, w końcu zostanie ci zwrócone. Z nawiązką. Bo zło zawsze wraca ze zdwojoną siłą. I w przeciwieństwie do dobra boli. Bardzo."






Moje pierwsze spotkanie Arturem Urbanowiczem miało miejsce w lutym tego roku, gdy zachęcona pozytywnymi opiniami innych blogerów, sięgnęłam po jego debiutancką powieść Gałęziste. Trzymający w napięciu horror ze zjawiskami paranormalnymi w tle, demonami i mrocznym lasem niezwykle przypadł mi do gustu, więc kolejnej książki autora wyczekiwałam z niecierpliwością. Prośba została wysłuchana i niedawno na rynku pojawiła się nowa powieść - Grzesznik. Tytuł jak i sam opis wydawcy niezwykle intrygują, więc nie pozostało mi wówczas nic innego, jak ponownie dać się porwać mrocznej i niebezpiecznej historii. Czy się nie zawiodłam? Przekonajcie się sami.

sobota, 30 września 2017

Zapowiedzi wydawnicze - Październik 2017


Od pewnego czasu, zupełnie nie potrafiłam znaleźć chwili na prześledzenie nowości wydawniczych. Dziś jednak postanowiłam poświęcić trochę czasu, nadrobić zaległości i zobaczyć co tam w trawie piszczy. I nie wiem czy to tylko moje spostrzeżenie, ale październik po prostu obfituje w interesujące nowości! Tak wiele dobrych tytułów dawno nie widziałam, a wybór tych kilku najbardziej wyczekiwanych okazał się nie lada wyzwaniem. W tym miesiącu moja lista niej mocno zróżnicowana, oczywiście znajdziemy tu kilka kryminałów i thrillerów, powieść historyczną i obyczajową oraz niekwestionowany MUST HAVE. Nie przedłużając zapraszam na Zapowiedzi wydawnicze - Październik 2017. 

Krwawe Morze Maria Paszyńska 
Premiera: 25.10 

[źródło]
Parne lato 1571 roku. Oblężenie weneckiej twierdzy Famagusta przez wojska osmańskie trwa już prawie rok. Za murami szerzy się głód i epidemia, ludzie są na skraju szaleństwa. Dowódca twierdzy Marcantonio Bragadin wydaje rozkaz kapitulacji. 
Tymczasem w Stambule wrze. Coraz trudniej ukryć nieudolność sułtana i jego świty. Mehmed Pasza Sokollu po raz pierwszy staje do walki z wrogiem, którego nie zna i nie rozumie. Rozpoczyna się nierówna rozgrywka, a stawką jest ocalenie Imperium Osmańskiego. 
W pałacowym haremie piętnastoletnia Birgul zostaje wplątana w wielką politykę. Wkrótce zmuszona będzie wybierać pomiędzy miłością i lojalnością wobec żony sułtana, a duchami przeszłości, które domagają się dopełnienia zemsty. 
Intrygi doprowadzą do jednej z największych i najkrwawszych bitew morskich. Bitwa pod Lepanto rozstrzygnie o losach świata. 

poniedziałek, 11 września 2017

KONKURS!

Witajcie,

Dziś małe urozmaicenie od recenzji, a mianowicie konkurs w współpracy z wydawnictwem Editiored i autorką Sandrą Sotomską. Do wygrania jeden egzemplarz niezwykle roztańczonego debiutu, który osiągnął ponad 2,5 miliona wyświetleń na Wattpadzie! A w końcu tylu ludzi nie może się mylić, prawda?








Aby wziąć udział w konkursie należy:
1. Zaobserwować bloga Książkoholik z powołania oraz polubić fanpage na Facebooku.
2. Umieścić w widocznym miejscu na swoim blogu grafikę konkursową, zalinkowaną do tego postu (grafikę można dowolnie pomniejszać) lub udostępnić post na Facebooku (podać link do udostępnionego postu).
3. W komentarzu pod tym postem odpowiedzieć na pytanie: Jaki jest twój ulubiony styl tańca?

Regulamin:
1. Organizatorek konkursu jest właścicielka bloga: Książkoholik z powołania 
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Editiored.
3. Konkurs trwa od 11.09.2017 do 18.09.2017 do godziny 23:59
4. Ogłoszenie zwycięscy nastąpi 19.09.2017
5. Udział w konkursie mogą wziąć wszystkie osoby z adresem korespondencyjnym w Polsce.
6.  Zwycięzca powinien w ciągu trzech dni od publikacji wyników, skontaktować się z organizatorem konkursu w celu ustalenia danych do wysyłki.

Powodzenia!

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

"Dance, Sing, Love. Miłosny układ" - Layla Wheldon



Średniowieczni poeci i trubadurzy opisywali miłość jako niewinne, czyste i piękne uczucie, które łączy dwójkę ludzi na całe życie. Splata ich losy nierozerwalną nicią, scalając dwa ciała w jedną duszę. Jednak prawdziwemu życiu daleko do ballad, a miłość nie zawsze jest prosta. Często to wyboista droga, pełna przeciwności i rozczarowań oraz walki o to co w życiu najważniejsze. Na taką ścieżkę wstępuję Livia, lecz czy uda jej się szczęśliwie dotrzeć na metę?

Zespół Black Diamonds, to grupa zrzeszająca kilkanaście niezwykle utalentowanych osób, których największą pasją jest taniec. Członkowie zespołu to profesjonaliści, wielokrotnie występujący w klipach najpopularniejszych gwiazd muzyki. Najnowsze zlecenie obejmuje trasę koncertową Jamesa Sheridana – jednego z topowych muzyków młodego pokolenia, za którym szaleją prawie wszystkie członkinie zespołu. Prawie, ponieważ w przeciwieństwie do koleżanek, Livia uważa go za zapatrzonego w siebie gbura i egoistę, nieszanującego współpracowników. Jej niechęć wzrasta, gdy po ciężkim dniu treningów zostaje zmuszona do oprowadzenia Sheridana po Rzymie i odgrywania roli jego tłumaczki. Gdy odmawia, mężczyzna grozi jej utratą pracy, na co dziewczyna nie może sobie pozwolić. Czy tak rozpoczęta znajomość może przerodzić się w coś poważniejszego? I czy ich serca odnajdą wspólny rytm?

Jak wielokrotnie wspominałam, nie jestem zwolenniczką romansów, ponieważ wszystkie wydają mi się takie same. Jestem mocno wyczulona na banalne i cukierkowe powieści, w których bohaterowie już na pierwszym spotkaniu padają sobie w ramiona, obiecując miłość na całe życie. Ostatnio jednak postanowiłam poszerzyć repertuar czytanych przeze mnie gatunków i nie ograniczać się wyłącznie do kryminałów i powieści historycznej. Tak też trafiłam na Dance & Sing & Love Miłosny układ, debiutancką powieść Sandry Sotomskiej, ukrywającej się pod pseudonimem Layla Wheldon. Ogromnie się cieszę, że odważyłam się wyjść ze swojej strefy komfortu i sięgnęłam po tą powieść, ponieważ jest to wciągająca historia, toksycznej relacji, pełnej bólu i cierpienia, ale także miłości.


"Podobno doceniamy coś, dopiero jak to stracimy. Tak samo jest z ludźmi. Rozumiemy, jak bardzo są dla nas ważni, gdy musimy pozwolić im odejść."

Z początku ogromnie obawiałam się owej schematyczności, jednak jak się później okazało zupełnie bezpodstawnie. Odnajdziemy tu co prawda elementy, które były już wielokrotnie wykorzystywane, jednak autorka postawiła również na pewien powiew świeżości. W powieściach tego typu, zawsze pojawia się ta trzecia, jednak w tym wypadku, nie wszystko jest takie oczywiste jakby się mogło wydawać. Otóż James, ma już swoją ukochaną. I nie jest to przelotne, niedojrzałe uczucie. Sheridan kocha Sylvię nieprzerwanie od kilku lat, a reszta kobiet to zabawki, które umilają mu chwilę podczas krótkich rozstań. I tak też jest z Livią. Co prawda jej osoba go intryguje, jednak nie jest to miłość, a raczej ciekawość połączona z nutką pożądania. W sercu Sheridana, jest miejsce tylko dla jednej kobiety i jest nią Sylvia. Jak więc widzimy, w tym wypadku to Livia jest tą trzecią. Postawienie tancerki w tej roli, niezwykle przypadło mi do gustu, jednocześnie autorka zaserwowała czytelnikom coś nowego i oryginalnego, unikając tak znienawidzonej schematyczności.

[źródło]
Powieść napisana jest bardzo lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem, dzięki czemu czyta się ją naprawdę szybko. Co prawda początek szedł mi dosyć topornie, jednak już po kilkunastu stronach w pełni oddałam się przyjemności czytana. Z czasem tak się wciągnęłam, że nie byłam w stanie oderwać się od historii, a ostatnie 30 stron czytałam jednocześnie przygotowując obiad. Skończyło się na przypalonych naleśnikach, jednak nadal uważam, że było warto. Zakończenie zaskakuje, pozostawiając czytelnika w lekkiej konsternacji, która szybko zmienia się w nieodpartą chęć poznania dalszych losów Livii i Jamesa.

" - Nie byłem gotowy na nowy związek - przyznał cicho i podszedł do mnie. Objął dłońmi moją twarz i musnął ustami moje skronie. (...) 
- A teraz jesteś gotowy? - wyszeptałam, szlochając, i spojrzałam na niego. Zacisnął usta w wąską kreskę i na chwilę spojrzał na scianę tuż nad moją główą. Znałam odpowiedź. "

Żałuję jednak, że w trakcie trwania powieści, zagubił się gdzieś motyw tańca i muzyki. Co prawda później pojawia się kilka scen z jego udziałem, jednak wątek ten nie jest aż tak eksploatowany jak na początku. Szkoda, ponieważ z przyjemnością obserwowałam jak bohaterowie oddają się swojej pasji i jak dużą rolę w ich życiu odgrywa taniec. Nie bardzo podobał mi się również pomysł na pokazanie, destrukcyjnej siły nieodwzajemnionej miłości, w wyniku której Livia staje się wręcz alkoholiczką. Tylko mocny trunek potrafi dać jej chwilę zapomnienia i załagodzić żal i smutek. Rozumiem zamysł, jednak osobiście nie przypadł mi on do gustu, mimo potencjału jaki prezentuje. Dopracowałabym również minimalnie bohaterów, ponieważ wydają mi się oni ciut przerysowani. Szczególnie postać Jamesa, mimo że był on moim ulubionym bohaterem, wymaga lekkich poprawek. Jednak te wszystkie drobne błędy można spokojnie wybaczyć, zważywszy na to, że jest to debiut autorki. Z pewnością jest to tylko kwestia czasu i nabrania pewnej wprawy w kreacji bohaterów.

Sandra Sotomska stworzyła piękną opowieść o skomplikowanej miłości, która tyle samo razy jest źródłem szczęścia jak i cierpienia. Napisana prostym językiem wciąga na długie godziny, a zaskakujące zakończenie, usatysfakcjonuje najbardziej wymagających odbiorców. Jest to powieść, którą zdecydowanie mogę polecić wszystkim wielbicielom romansów, przy czym sama nie mogę się doczekać drugiej części, której będę wypatrywać z niecierpliwością.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję autorce i wydawnictwu Editiored.




środa, 23 sierpnia 2017

Gerald Brittle "Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren" + kilka słów wstępu



Witajcie moi drodzy, po dość długiej nieobecności! 

Trochę czasu upłynęło, gdy byłam tu ostatni raz, lecz zdecydowanie nie był to czas stracony! Jak już mogliście zauważyć, strona doczekała się nowej szaty graficznej, dzięki uprzejmości i niebywałemu talentowi Ronnie z Ronnie Creators. Jestem jej niezmiernie wdzięczna, ze zechciała zaprojektować szablon oraz logo, mimo bardzo nikłych i niekonkretnych wskazówek z mojej strony. Ja jestem zachwycona i mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu! Roonie jesteś najlepsza!

Jest mi również miło ogłosić, że od maja tego roku dołączyłam do grona ekipy Book Paradise, gdzie razem z kilkoma niezwykłymi dziewczynami publikujemy artykuły oraz recenzję zarówno książek, jak również gier planszowych i filmów. Serdecznie zachęcam wszystkich do zajrzenia na naszą stronę, gwarantuję, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. 

Idąc za ciosem zmian, postanowiłam również utworzyć konto na Facebooku. Jest to zdecydowanie wygodniejszy środek komunikacji, dzięki któremu na bieżąco będziecie mogli śledzić nowe posty. Będzie mi bardzo miło, jeżeli ktoś chciałby zostawić tam kciuka w górę. 

To tyle, jeżeli chodzi o teorię, a teraz w ten deszczowy i burzowy wieczór, zapraszam Was na recenzję Demonologów Geralda Brittle'a.  Gęsia skórka gwarantowana! 


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~


źródło
Pewnego wieczoru zostajesz zaproszony na kameralną domówkę u jednego ze swoich przyjaciół. Gdy zjawiasz się na miejscu atmosfera trochę siedzi, więc ktoś proponuję zabawę planszą ouija. Z początku nie jesteś przekonany, ale koniec końców kładziesz dłonie na znaczniku i wypowiadasz odpowiednią formułkę. Po zadaniu pytania, nieznana siła prowadzi wskaźnik na odpowiednie litery, ale Ty doskonale wiesz, że to jeden z przyjaciół chce nastraszyć innych. Po powrocie do domu zasypiasz z myślą, że to była całkiem fajna zabawa.

Mijają dni , a ciebie zaczynają budzić różne dziwne dźwięki i odgłosy. Na początku obawiałeś się, że ktoś włamał się do mieszkania, ale po zajrzeniu w każdy, nawet najmniejszy kąt nikogo nie odkryłeś, a chrobotanie nie ustawało. Skoro nie włamywacz, to może szczur lub mysz? Ale tę możliwość musiałeś odrzucić. Niechciane zwierzątko hałasowałoby bez względu na porę dnia lub nocy, a wszystkie te dziwne zdarzenia mają miejsce zawsze o tej samej godzinie – trzeciej nad ranem. Mimo wszystko, masz nadzieję, że te niewyjaśnione zjawiska z czasem ustaną równie niespodziewanie jak się pojawiły. Niestety, każdej kolejnej nocy jest coraz gorzej. Drapanie w ściany, ogłuszające uderzenia w drzwi, trzaskanie szafkami, przesuwanie mebli czy lewitujące przedmioty to ostatnio dla ciebie codzienność. Zmęczony, zirytowany i przerażony nie wiesz do kogo się zwrócić o pomoc. Zdajesz sobie sprawę, ze nikt Ci nie uwierzy, a w najlepszym razie uznają za wariata i zamieszkasz w przytulnym pokoju bez okien. Więc milczysz, a przerażające zjawiska przybierają na sile.
Gdy zostajesz zaatakowany i na twoim ciele pojawiają się trzy, krwawiące ślady pazurów, masz dość i dzwonisz do zaprzyjaźnionego księdza. Ten wysyła do Ciebie dwójkę niepozornych ludzi – Eda i Lorraine Warrenów. Opowiadasz im o wszystkich dziwnych zdarzeniach, a oni wbrew twoim obawom wydają się Ci wierzyć. Następnie zadają szereg pytań, z których jedno okazuje się być kluczowe – „Czy kiedykolwiek używałeś tabliczki ouija?”. Odpowiadasz twierdząco, ale tłumaczysz, że była to tylko niewinna zabawa. Wówczas Warrenowie wyjaśniają czym właściwie się zajmują i jakie konsekwencje mogą wynikać z używania przedmiotów jak plansza ouija. Przerażony, siedzisz skamieniały na kanapie, kiedy Ed wypowiada zdanie, które mrozy Ci krew w żyłach. „Obawiam się, ze został Pan nawiedzony przez nieludzkiego ducha – demona”.  
źródło
Ed i Lorreine Warrenowie to małżeństwo, które zajmowało się badaniem zjawisk nadprzyrodzonych takich jak nawiedzenia przed duchy czy demony. Warto jednak wspomnieć, ze nie byli oni egzorcystami – jedynie świeckimi uczonymi badający owe zjawiska. Ich niezwykle fascynujące życie i przerażające sprawy stały się niewyczerpalnym źródłem pomysłów, których owocem są czterech filmy: po dwa z cyklu „Obecność” i „Annabelle”, oraz książka Geralda Brittle’a Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren, którą dzisiaj dla Was recenzuję.


"Duch zwrócony do świata doczesnego jest tak przejęty własną tragedią albo stanem niepełnego rozłączenia, że ukaże się komukolwiek, aby ujawnić nieszczęście, w jakie popadł."
Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren to książka, w której opisany jest szereg zdarzeń jakie przydarzyły się zwykłym ludziom i w których uczestniczyło małżeństwo Warrenów. Znajdziemy tu przerażającą historię domu z Amityville, laleczki Annabelle, nawiedzenia rodziny Beckfordów z 1974 roku, a także wiele wiele innych. Jest to również swoje rodzaju wykład o tym czym są duchy ludzkie i nieludzkie, jak można narazić się na opętanie, jakie są tego konsekwencje i co robić aby uniknąć tego rodzaju zjawisk. Dodatkowego smaczku dodają fotografie z osobistych zbiorów Warrenów, na których jesteśmy w stanie zobaczyć lewitujące przedmioty lub niematerialne byty. 
Ed i Lorraine Warren
Jest to powieść napisana dość trudnym językiem. Pełno w niej teologii oraz stwierdzeń czy rozważań, z których przeciętny Kowalski nie wiele zrozumie. Co więcej napisana jest w sposób bardzo chaotyczny. Raz czytamy o historii nawiedzonego domu z Amityville, za moment o zabłąkanym duchu czarnoskórego lokaja w jednej ze szkół wojskowych, by po chwili znów wrócić do małżeństwa Lutzów z Amityville. Podobnie jest z rozmieszczeniem zdjęć. Fotografię zrobione w domu rodziny Beckfordów znajdują się na początku książki, gdzie sama historia opisana jest pod jej koniec. Wzbudza to niepotrzebne zamieszanie i rzutuje na klarowność przekazywanej treści. 


"Zjawiska demoniczne są dziełem wyobraźni tylko w opinii tych, którzy nigdy ich nie doświadczyli."

Najmocniejszym punktem powieści są tu same historie, których przebieg nie raz mnie przyprawiał o gęsią skórkę. Te fragmenty czyta się zdecydowanie najprzyjemniej, są napisane w sposób klarowny , brak tu często spotykanego w innych fragmentach przegadania. Akcja jest dynamiczna i z zapartym tchem śledzimy rozwój diabolicznych wydarzeń.  
Demonolodzy. Ed i Lorreine Warren to przerażająca historia niezwykłych zjawisk, których bohaterami stali się zwykli ludzie . Jest to na pewno pozycja godna uwagi dla miłośników wszelkiego rodzaju horrorów ze zjawiskami paranormalnymi w tle. Dla osób, które nie wierzą w tego typu zjawiska, to przeciętna opowieść o duchach i demonach. Osobiście uważam, że była to całkiem przyjemna, chociaż bardzo chaotyczna podróż po niematerialnym świecie zjawisk nadprzyrodzonych. 

© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators