środa, 10 kwietnia 2019

"Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey" Dionisios Sturis, Ewa Winnicka

[źródło]
Reportaże nie są moim ulubionym gatunkiem literackim. Zdecydowanie bardziej wolę fikcję literacką, nawet tą najbardziej przerażającą od wstrząsającej prawdy. Mając świadomość realności opisywanych zdarzeń, zdecydowanie mocniej przeżywam daną historię. I chociaż niektórzy powiedzą, że to dobrze, że literatura powinna jak najmocniej oddziaływać na odbiorcę, w moim przypadku nie zawsze kończy się to dobrze.

Jeżeli już sięgam po reportaże, są to głównie reportaże kryminalne, opisujące prawdziwe zbrodnie. I tu nasuwa się kolejny argument, dlaczego sięgam po nie naprawdę rzadko. W kryminałach będących fikcją literacką, akcja wielokrotnie jest bardzo dynamiczna, podczas gdy w reportażach jest ona bardzo powolna. W końcu prawdziwe życie to nie film czy książka, więc od popełnienia zbrodni do jej rozwiązania potrafią minąć lata, a detektywi muszą przekopać się przez tony nic nie znaczących zeznań i poszlak. Nie zmienia to jednak faktu, że niektóre reportaże są po prostu nudne, przez co skutecznie zniechęcają do tego gatunku. 

Coraz częściej staram się jednak wyjść poza swoją strefę komfortu, dlatego kolejną powieścią przeczytaną w kwietniu były Głosy. Co się zdarzyło na wyspie Jersey Dionisiosa Sturisa i Ewy Winnickiej, na której recenzję serdecznie Was zapraszam.

To była zwykła niedziela, zwyczajnej, kochającej się rodziny. Na ruszcie smażyło się mięso, w lodówce chłodziło się piwo, a dzieci biegały boso po trawniku ciesząc się piękną pogodą. Dlaczego więc kilka godzin później, Damian Rzeszowski postanawia brutalnie zadźgać całą swoją rodzinę wraz z malutkimi dziećmi? Na to pytanie odpowiedzi poszukują nie tylko śledczy, ale również autorzy tego reportażu. Dzięki rozmowom z sąsiadami, rodziną i przyjaciółmi odtwarzają prawdziwy obraz rodziny i poszukują motywów, które doprowadziły do tej przerażającej zbrodni.

W policji mówiło się: nigdy nie zapomnisz pierwszego martwego dziecka.”

Dlaczego zabił? To chyba najczęściej pojawiające się pytanie podczas analizy tej bulwersującej sprawy. Dlaczego ojciec i mąż pewnego dnia po prostu postanawia wymordować swoją rodzinę. Wymordować w okrutny sposób, zadając każdemu, nawet dwuletniemu synkowi kilkanaście ciosów kuchennym nożem. Jednak jeżeli liczymy na poznanie motywów tej zbrodni to srogo się pomylimy. Autorzy jedynie przedstawiają różne punkty widzenia oraz dostępne hipotezy nie przychylając się do żadnej z nich. To czytelnik ma sam zdecydować czy wierzy w tłumaczenia oskarżonego o diabolicznych głosach, czy przychyla się do hipotezy o ciężkiej depresji, a może nie zgadza się z żadną z powyższych.

Reportaż Winnickiej i Sturisa rozpoczyna się naprawdę mocną i brutalną relacją z tego upiornego popołudnia. To co najbardziej porusza to wręcz pozbawiona emocji narracja. Mam wrażenie, że autorzy w ten sposób chcieli zaznaczyć wyrachowanie mordercy i zimną kalkulacje, z którą popełniał te zbrodnie. Początek był szokujący i dynamiczny, jednak im dalej relacja zdecydowanie zwalnia, przez co miejscami wręcz nudzi. Większość książki to właściwie opis samego procesu, podczas którego biegli przerzucali się w domysłach na temat motywów oskarżonego. Z jednej strony rozumiem, że sprawa była stosunkowo prosta – już na wstępnie mamy wyraźnie zidentyfikowaną osobę sprawcy, więc nie ma potrzeby poszukiwania innych podejrzanych, z drugiej jednak zabrakło mi tu właściwie samej pracy śledczych, zbierania dowodów i ich interpretacji.

W salonie znajdowało się jeszcze dwoje innych dzieci. […] Ojciec dopadł starszą i zadał jej w sumie szesnaście ciosów: trzy w klatkę piersiową i trzynaście w plecy. Dziewczyna osunęła się na podłogę. […] Niedaleko brata.”

Oprócz opisu samej zbrodni i późniejszego procesu, duża część powieści poświęcona jest życiu Polaków na emigracji. Podczas rozmów z sąsiadami zamordowanych i innymi mieszkańcami wyspy dowiadujemy się jak naprawdę wygląda życie na emigracji. Samotność, wykluczenie społeczne oraz niekiedy wrogość rodowitych mieszkańców to dla wielu przyjezdnych codzienność. Do tego właściwie brak tożsamości narodowej i prawdziwego domu, co często kończy się depresją i nałogiem alkoholowym. To tylko nieliczne sytuacje, z którymi musi liczyć się każdy wyjeżdżający w poszukiwaniu lepszego życia.

Głosy to rzetelna relacja okrutnej zbrodni, która wstrząsnęła opinią publiczną w całej Europie, na zawsze zmieniając życie wszystkich mieszkańców, dotąd sielankowej wyspy Jersey. I chociaż ze względu na znikomą ilość akcji miejscami nudzi, należy docenić warsztat jakim posługują się autorzy. Niestety, pozycja ta nie zmieniła mojej postawy wobec reportaży, jednak jestem pewna, że znajdzie ona pewne grono odbiorców wśród miłośników gatunku, szczególnie tych, którzy interesują się psychologią społeczną. 
 
 

4 komentarze:

  1. Jako psychologa,ta książka naprawdę mnie zainteresowała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tak samo, książki na faktach są dla mnie poruszające, też często bardziej je przeżywam. Lubię reportaże, a po Twojej recenzji dopisałam kolejny tytuł do swojej listy. To rzeczywiście okrutna zbrodnia i chociaż są tutaj różne hipotezy i nie ma podanego motywu to i tak książka bardzo mnie zaintrygowała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię reportaże, choć za rzadko po nie sięgam. O tej książce słyszałam. Planowałam nawet ją kupić, ale miała przeróżne opinie i jakoś się zniechęciłam. Dzięki Twojej opinii nie zdecyduję się na kupno tej pozycji. Jest wiele ciekawszych i lepszych reportaży. Ten – jak będzie – to może wypożyczę z biblioteki.
    Bardzo jestem ciekawa reportażu „Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim.”

    OdpowiedzUsuń

© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators