![]() |
[źródło] |
Reportaże
nie są moim ulubionym gatunkiem literackim. Zdecydowanie bardziej
wolę fikcję literacką, nawet tą najbardziej przerażającą od
wstrząsającej prawdy. Mając świadomość realności opisywanych
zdarzeń, zdecydowanie mocniej przeżywam daną historię. I chociaż
niektórzy powiedzą, że to dobrze, że literatura powinna jak
najmocniej oddziaływać na odbiorcę, w moim przypadku nie zawsze
kończy się to dobrze.
Jeżeli
już sięgam po reportaże, są to głównie reportaże kryminalne,
opisujące prawdziwe zbrodnie. I tu nasuwa się kolejny argument,
dlaczego sięgam po nie naprawdę rzadko. W kryminałach będących
fikcją literacką, akcja wielokrotnie jest bardzo dynamiczna,
podczas gdy w reportażach jest ona bardzo powolna. W końcu
prawdziwe życie to nie film czy książka, więc od popełnienia
zbrodni do jej rozwiązania potrafią minąć lata, a detektywi muszą
przekopać się przez tony nic nie znaczących zeznań i poszlak. Nie
zmienia to jednak faktu, że niektóre reportaże są po prostu
nudne, przez co skutecznie zniechęcają do tego gatunku.
Coraz
częściej staram się jednak wyjść poza swoją strefę komfortu,
dlatego kolejną powieścią przeczytaną w kwietniu były Głosy.
Co się zdarzyło na wyspie Jersey Dionisiosa Sturisa i Ewy
Winnickiej, na której recenzję serdecznie Was zapraszam.
To
była zwykła niedziela, zwyczajnej, kochającej się rodziny. Na
ruszcie smażyło się mięso, w lodówce chłodziło się piwo, a
dzieci biegały boso po trawniku ciesząc się piękną pogodą.
Dlaczego więc kilka godzin później, Damian Rzeszowski postanawia
brutalnie zadźgać całą swoją rodzinę wraz z malutkimi dziećmi?
Na to pytanie odpowiedzi poszukują nie tylko śledczy, ale również
autorzy tego reportażu. Dzięki rozmowom z sąsiadami, rodziną i
przyjaciółmi odtwarzają prawdziwy obraz rodziny i poszukują
motywów, które doprowadziły do tej przerażającej zbrodni.
„W
policji mówiło się: nigdy nie zapomnisz pierwszego martwego
dziecka.”
Dlaczego
zabił? To chyba najczęściej pojawiające się pytanie podczas
analizy tej bulwersującej sprawy. Dlaczego ojciec i mąż pewnego
dnia po prostu postanawia wymordować swoją rodzinę. Wymordować w
okrutny sposób, zadając każdemu, nawet dwuletniemu synkowi
kilkanaście ciosów kuchennym nożem. Jednak jeżeli liczymy na
poznanie motywów tej zbrodni to srogo się pomylimy. Autorzy jedynie
przedstawiają różne punkty widzenia oraz dostępne hipotezy nie
przychylając się do żadnej z nich. To czytelnik ma sam zdecydować
czy wierzy w tłumaczenia oskarżonego o diabolicznych głosach, czy
przychyla się do hipotezy o ciężkiej depresji, a może nie zgadza
się z żadną z powyższych.
Reportaż
Winnickiej i Sturisa rozpoczyna się naprawdę mocną i brutalną
relacją z tego upiornego popołudnia. To co najbardziej porusza to
wręcz pozbawiona emocji narracja. Mam wrażenie, że autorzy w ten
sposób chcieli zaznaczyć wyrachowanie mordercy i zimną kalkulacje,
z którą popełniał te zbrodnie. Początek był szokujący i
dynamiczny, jednak im dalej relacja zdecydowanie zwalnia, przez co
miejscami wręcz nudzi. Większość książki to właściwie opis
samego procesu, podczas którego biegli przerzucali się w domysłach
na temat motywów oskarżonego. Z jednej strony rozumiem, że sprawa
była stosunkowo prosta – już na wstępnie mamy wyraźnie
zidentyfikowaną osobę sprawcy, więc nie ma potrzeby poszukiwania
innych podejrzanych, z drugiej jednak zabrakło mi tu właściwie
samej pracy śledczych, zbierania dowodów i ich interpretacji.
„W
salonie znajdowało się jeszcze dwoje innych dzieci. […] Ojciec
dopadł starszą i zadał jej w sumie szesnaście ciosów: trzy w
klatkę piersiową i trzynaście w plecy. Dziewczyna osunęła się
na podłogę. […] Niedaleko brata.”
Oprócz
opisu samej zbrodni i późniejszego procesu, duża część powieści
poświęcona jest życiu Polaków na emigracji. Podczas rozmów z
sąsiadami zamordowanych i innymi mieszkańcami wyspy dowiadujemy się
jak naprawdę wygląda życie na emigracji. Samotność, wykluczenie
społeczne oraz niekiedy wrogość rodowitych mieszkańców to dla
wielu przyjezdnych codzienność. Do tego właściwie brak tożsamości
narodowej i prawdziwego domu, co często kończy się depresją i
nałogiem alkoholowym. To tylko nieliczne sytuacje, z którymi musi
liczyć się każdy wyjeżdżający w poszukiwaniu lepszego życia.
Głosy
to rzetelna relacja okrutnej zbrodni, która wstrząsnęła opinią
publiczną w całej Europie, na zawsze zmieniając życie wszystkich
mieszkańców, dotąd sielankowej wyspy Jersey. I chociaż ze względu
na znikomą ilość akcji miejscami nudzi, należy docenić warsztat
jakim posługują się autorzy. Niestety, pozycja ta nie zmieniła
mojej postawy wobec reportaży, jednak jestem pewna, że znajdzie ona
pewne grono odbiorców wśród miłośników gatunku, szczególnie
tych, którzy interesują się psychologią społeczną.
Jako psychologa,ta książka naprawdę mnie zainteresowała.
OdpowiedzUsuńMam tak samo, książki na faktach są dla mnie poruszające, też często bardziej je przeżywam. Lubię reportaże, a po Twojej recenzji dopisałam kolejny tytuł do swojej listy. To rzeczywiście okrutna zbrodnia i chociaż są tutaj różne hipotezy i nie ma podanego motywu to i tak książka bardzo mnie zaintrygowała.
OdpowiedzUsuńLubię reportaże, choć za rzadko po nie sięgam. O tej książce słyszałam. Planowałam nawet ją kupić, ale miała przeróżne opinie i jakoś się zniechęciłam. Dzięki Twojej opinii nie zdecyduję się na kupno tej pozycji. Jest wiele ciekawszych i lepszych reportaży. Ten – jak będzie – to może wypożyczę z biblioteki.
OdpowiedzUsuńBardzo jestem ciekawa reportażu „Missoula. Gwałty w amerykańskim miasteczku uniwersyteckim.”