wtorek, 26 lutego 2019

"Czarcie słowa" Grzegorz Wielgus

[źródło]
W tym miesiącu na blogu zdecydowanie królują powieści historyczne. Luty rozpoczęłam lekturą dwóch części serii Bernarda Cornwella Wojny Wikingów, natomiast kończę go historią będącą połączeniem powieści historycznej i kryminału. Czarcie słowa Grzegorza Wielgusa zbierają wiele pochlebnych recenzji. Czy sprawdziły się także u mnie? Jeżeli jesteście ciekawi odpowiedzi na to pytanie, serdecznie zapraszam Was do recenzji!

Austria, rok 1279. Po krwawych walkach o władze, na tronie zasiada Rudolf Habsburg. By uczcić zwycięstwo i ułaskawić szlachtę, władca organizuje turniej rycerski, na którym pojawiają się najznamienitsi rycerze z całej Europy. Niestety, wraz z zawodnikami, na zamku Rappottenstein pojawiają się także skrytobójcy, których zadaniem jest zakończyć panowanie Habsburga.
  
Tymczasem, na obrzeżach zamku dochodzi do brutalnych morderstw chłopów. Okrutnie okaleczone, pozbawione głowy zwłoki oraz wyryte, bluźniercze słowa wskazują, że za zabójstwa odpowiada starożytny demon słów – Titivillus. Na okolicznych mieszkańców pada blady strach. W pozbyciu się demona mieszkańcom pomoc może brat Gotfryd wraz ze swoimi niezastąpionymi pomocnikami - rycerzami Jaksym i Lambertem. Jednak czy nawet tak wybitni śmiałkowie poradzą sobie z starożytnym demonem ?

"Od lat widzę te same grzechy, tę samą krew, tych samych martwych... Ludzie grzeszą, ja im wybaczam. Nic się nie zmienia i tylko mnie coraz ciężej jest się zdobyć na odpuszczenie im win. Zastanawiam się, czy miłosierdzie to dla nich zbyt mało czy może zbyt wiele?"

Czarcie słowa Grzegorza Wielgusa to drugi tom przygód o bracie Gotfrydzie. Od razu jednak należy zaznaczyć, że pomimo iż jest to kolejna część w której pojawiają się Gotfryd, Jaksy i Lambert można ją czytać bez znajomości pierwszego tomu, czyli Pękniętej Korony. Autor dobrze nakreśla bohaterów i umiejętnie przemyca fakty na ich temat zawarte w pierwszej części, tak że czytelnik nie ma wrażenia że omijają go istotne informacje. Osobiście jednak polecam pierw sięgnąć po Pękniętą Koronę. Jest to książka na tyle krótka i przyjemna, że nie powinna nikomu sprawiać problemu, a jednocześnie będzie stanowiła idealne wprowadzenie do życia bohaterów.

W Czarcich słowach, mamy do czynienia z dwoma głównymi wątkami. Pierwszy odnosi się do turnieju rycerskiego, drugi natomiast do demona słów – Titivillusa. I jeżeli mam być szczera, ten drugi zdecydowanie bardziej przypadł mi do gustu. W pierwszym, otrzymujemy tak dużą porcję obcych imion, przydomków czy tytułów, że ciężko jest się w nich nie pogubić. Wielokrotnie musiałam ponownie kartkować powieść, w celu upewnienia się kim właściwie jest dana postać. W drugim wątku, kiedy to bohaterowie rozwiązują zagadkę brutalnych morderstw, bawiłam się zdecydowanie lepiej. Autor mocno skupił się na przytoczeniu wielu ludowych tradycji i wierzeń, które osobiście uważam za szalenie ciekawe i o których czytałam z prawdziwą przyjemnością.

Ponieważ akcja dzieje się w średniowiecznej Austrii, Grzegorz Wielgus starał się jak najwierniej oddać klimat tamtego okresu. Z tego też względu mamy tutaj specyficzną stylizację językową, która nie każdemu może przypaść do gustu. Nienaturalna składnia zdań, liczne łacińskie wtrącenia i zwroty to wszystko jest nierozerwalną częścią Czarcich słów. I gdybym czytała tę historię w innym okresie, pewnie doceniłabym styl autora. Niestety, zabrałam się za nią zaraz po fenomenalnym Bernardzie Cornwellu, z tego też względu styl w Czarcich słowach, wydaje mi się mocno wymuszony. Brakuje mi tu tej lekkości, która sprawia że powieści historyczne czyta się równie zajmująco co inne gatunki.

- Chociaż pora późna, grzech nie śpi.

Jeżeli miałabym oceniać, drugi tom przygód brata Gotfryda to jest to bardziej kryminał osadzony w czasach średniowiecza niż powieść historyczna. Jednak zupełnie mi to nie przeszkadza. Tego typu powieści bardzo lubię i uważam że jest ich zdecydowanie za mało na europejskim rynku wydawniczym. Przeszkadza mi jednak, że akcja jest dosyć powolna, a miejscami wręcz nudna, co może szybko zniechęcić nawet najbardziej wytrwałych miłośników tego typu historii.

Podsumowując, Czarcie słowa Grzegorza Wielgusa miały szansę stać się naprawdę ciekawym kryminałem osadzonym w czasach średniowiecza. Niestety dosyć powolne tempo i specyficzna stylizacja językowa, nie do końca przypadły mi do gustu. Z przyjemnością jednak czytałam słowne potyczki Jaksy i Lamberta oraz opisy wydarzeń z przeszłości dotyczących brata Gotfryda. Być może jeszcze kiedyś wrócę do powieści tego autora, jednak chwilowo odkładam je na półkę.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators