niedziela, 12 marca 2017

Marc Elsberg "Blackout"



źródło





Dla tego społeczeństwa nie liczą się ludzie tylko zwiększanie zysków. Dla nich wspólnota to jedynie czynnik kosztowy.  Środowisko to źródło zasobów. Wydajność jest jego modlitwą, porządek relikwiarzem, a ego bogiem. 







          Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądał by świat gdyby nie wynaleziono elektryczności? Gdybyśmy nadal żyli jak ludzie w XV czy XVI wieku? Zamiast smsów i telefonów tradycyjne telegramy i  listy, telewizję zastępowałyby książki, a wirtualnych znajomych prawdziwe i szczere przyjaźnie. Nie jestem zwolenniczką postępu, w którym miarą popularności jest liczba „lajków” lub obserwujących na Istagramie, dlatego widziałam pewne zalety w powrocie do poprzedniego tysiąclecia. Jednak Marc Elsberg, a właściwie Marcus Refelsberg w swojej książce Blackout uświadomił mi, jakie ryzyko niesie za sobą długotrwała, ogólnokrajowa przerwa w przepływie prądu i z jakimi konsekwencjami się to wiąże. Wizja jest o tyle przerażająca,  co realna, zdolna do ziszczenia swoich obietnic w każdej chwili.

          Gdy pewnego zimowego wieczoru w całej Europie następuje przerwa w przepływie prądu ludzie są zagubieni i zdezorientowani. Brak prądu, czyli brak możliwości naładowania telefonu, podłączenia się do sieci czy chociażby obejrzenia aktualnych wiadomości wyjaśniających ten stan rzeczy. Zamiera komunikacja oraz transport, ponieważ bez odpowiednich pomp nie ma możliwości napełnienia baku paliwem. Wypadki drogowe, spowodowane niedziałającą sygnalizacją i oświetleniem, zapełniają szpitale po brzegi, a te bez odpowiednich leków i maszyn nie są w stanie udzielić wszystkim koniecznej pomocy. Brak żywności i wody, tragiczny stan sanitarny, grabieże i kwitnący czarny rynek to tylko nieliczne z problemów z którymi muszą się zmierzyć nasi bohaterowie. Jednak mimo zaangażowania całej rzeszy ludzi, nikt nie jest w stanie powiedzieć, co się właściwie stało i  kto za tym stoi.
          Dopiero Pierro Manzano włoski haker i  uczestnik antyrządowych demonstracji wpada na trop sprawców odpowiedzialnych za całe zamieszanie.  Odkrywa, że ktoś dokonał manipulacji w inteligentnych licznikach prądu, co może być przyczyną awarii. Zgłasza to odpowiednim władzom jednak nikt nie chce poświęcić mu nawet chwili uwagi. Mimo wszystko postanawia przemierzyć tysiące kilometrów aby poinformować odpowiednie służby o możliwym ataku terrorystycznym na  Europę. Ze względu na swoją przeszłość Pierro staje się jednym z głównych podejrzanych. Teraz musi nie tylko odkryć sposób aby przywrócić zasilanie, znaleźć osoby za to odpowiedzialne, ale także udowodnić swoją niewinność. Towarzyszy  mu w tym młoda dziennikarka Lauren Shannon, która w całej sytuacji widzi szansę wybicia się na szczyt medialnych elit.

          Mimo że Blackout to książka stosunkowo długa dla mniej wprawionych z pewnością zbyt długa uważam, że jest to pozycja warta uwagi. Nie dlatego, że autor oczarował mnie swoim stylem i błyskotliwością, pięknymi opisami czy wybitnie nakreślonymi postaciami. Nic z tych rzeczy. Zainteresował i wciągnął mnie problem z jakim przychodzi nam się zmierzyć. Zawsze doceniam i polecam książki, które czegoś uczą, coś uświadamiają. I właśnie taką powieścią jest Blackout.

          Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy w jak wielu aspektach naszego życia niezbędna jest elektryczność. Być może dlatego, że nigdy nie zdarzyło mi się doświadczyć długotrwałej awarii. Prąd płynie w gniazdkach, bo tak jest, obecnie to żaden luksus zwykła codzienność. Niecodziennością staje się dopiero moment gdy tego prądu zabraknie. Jednak brak napięcia oznacza nie tylko rezygnację z komputera, telewizji czy światła. Ogólnokrajowa czy nawet regionalna awaria oznacza, że wodociągi nie mają wystarczająco energii, aby przepompowywać wodę do mieszkań, przez co ani nie zaparzymy herbaty, ani nie spłuczemy nieczystości z  toalet i sanitariatów. Brak prądu oznacza, że lodówki przestają działać przez co całe jedzenie ulega zepsuciu, a spożywanie go grozi poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.  Sklepy czy banki nie działają przez co nie zakupimy odpowiednich zapasów, a nawet jeżeli jakiś hipermarket udałoby się otworzyć, można sobie wyobrazić jakie oblężenie by przeżywał. Biję się w pierś, ale gdyby historię przenieść z krainy fikcji do rzeczywistości, w żaden sposób nie jestem zabezpieczona na taką ewentualność. I szczerze wątpię czy ktokolwiek z Was jest przygotowany na taką sytuację. A nawet jeśli bylibyśmy, to czy pomyśleliście o elektrowniach atomowych? Do ich chłodzenia niezbędny jest prąd, a jego brak grozi szeregiem awarii a w ostateczności stopieniem rdzenia, który doprowadziłby do powtórzenia sytuacji z Czarnobyla. Jedna awaria to tragedia, która pochłania tysiące istnień, wyobrażacie sobie gdyby do takiej awarii doszło by nie raz, nie dwa, a kilkanaście razy ? Ludzkość sama by się unicestwiła. Właśnie dlatego Blackout powinien przeczytać każdy, od prostego urzędnika, robotnika czy ekspedientki po polityków na wysokich stanowiskach. Opowiedziana przez autora historia z niezwykłą brutalnością przedstawia jak bardzo bezbronni jesteśmy, jak łatwo zabić setki czy tysiące istnień doprowadzając tylko do wyłączenia prądu…
          Przyznam, że jednym z problemów jakie napotkałam czytając tą książkę jest ogromna ilość opisów technicznych, parametrów i zupełnie nie zrozumiałych dla mnie słów z branży informatycznej. Z techniką prawdę mówiąc nie bardzo za sobą przepadamy, dlatego Blackout czytało się naprawdę ciężko i topornie. Intrygująca zagadka została stłamszona przez zbyt rozległe opisy. Wierzę, ze historia wiele by zyskała, gdyby zostały one nieco skrócone, a niektóre fragmenty całkowicie pominięte.  

          Kolejnym dla mnie problemem, było namnożenie obcobrzmiących imion i nazwisk. Nigdy nie uczyłam się niemieckiego, francuskiego czy holenderskiego  dlatego tak duża ilość nazwisk z tamtych rejonów naprawdę sprawiała mi trudność, szczególnie, że niektóre są mocno do siebie podobne. Zdaję sobie sprawę, że autor jest Austriakiem, dlatego było dla niego oczywiste opisywanie takich a nie innych postaci, tak samo jak dla Brytyjczyka byłoby używanie angielskich nazwisk, a dla Polaka polskich. Jednak, taka mnogość postaci ma swój urok dzięki temu awarię  mamy przedstawioną z różnych perspektyw i myślę, że przez to cała sytuacja jest przedstawiona w sposób tak bardzo obrazowy i realny. Gdyby autor skupiłby się wyłącznie trzech, czy czterech postaciach nie miałoby to takiego wydźwięku, a tak na kartach powieści obserwujemy zarówno rodzinne dramaty jak i walkę o władzę.
          Nie sposób nie wspomnieć o pięknej, minimalistycznej okładce. Jest prosta, mroczna i od razu wprowadza czytelnika w historię.

          Podsumowując, książka długa, przez opisy procedur ciężka, jednak jest to jeden z lepszych thrillerów naukowych jakie czytałam. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, inżynierowie szeroko rozumianą technikę, miłośnicy kryminałów zagadkę, a bardziej subtelni odbiorcy nawet romans. Problem ukazany w powieści uderza w czytelnika z całą siłą, ukazany jest w sposób obiektywny, przez zbędnego upiększania, przez co widmo takiej sytuacji staję się jeszcze bardziej realne.  Ja jestem całkowicie na tak i chętnie sięgnę po  kolejną powieść Macka Elsberga licząc, że i tym razem zaserwuje mi terapie szokową, która mną  wstrząśnie ale również uświadomi.   


5 komentarzy:

  1. Zaczęłam czytać te książkę, jednak coś zgrzytało... może jakbym jednak dała jej więcej czasu, to bym była zadowolona?

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, koncepcja ciekawa, ale przerażają mnie trochę te specjalistyczne terminy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja jestem nich nawet trochę ciekawa :D

      Usuń
  3. Już bardzo długo zabieram się do tej ksiązki, ale lista TBR jest bezlitosna. Myślę, że jeszcze trochę będzie musiała poczekać, ale jestem na tyle zdeterminowana, że przeżyję techniczną terminologię. Najbardziej przerażają mnie książki, których akcję rzeczywiście możba by było przenieść na nasze życie z dnia na dzień.
    Pozdrawiam :)
    http://the-book-huntress-reviews.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Tą książką zupełnie zaskoczyła mnie niedawno moja Siostra, z namaszczeniem pochłaniająca kolejne stronice :)

    Z jednej strony, sądząc na podstawie słuch Twoich i Jej, jest to z pewnością pozycja interesująca jako przedstawienie jednego z katastroficznych scenariuszy. Z drugiej zaś - chyba zanadto stronię od techniki, by po nią sięgnąć... Niemniej - dziękuję za możliwość zapoznania się z Twoimi wrażeniami :)

    OdpowiedzUsuń