środa, 29 marca 2017

Trudi Canavan „Gildia Magów”


źródło 




Wiesz dobrze, że ukrywanie tajemnic za drzwiami wymaga pewnej praktyki. Im bardziej martwisz się o to, że coś się wyda, tym trudniej ci to ukryć.








       J.R.R. Tolkien to człowiek, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Genialny autor trylogii Władca Pierścieni, którego książki sprzedały się w milionach egzemplarzy, a ekranizacje podbiły kina na całym świecie. Rzeczywistość wykreowana przez tego autora jest genialna, imponująca, rozległa, magiczna i nie do podrobienia. Odważni i charyzmatycznie bohaterowie na zawsze pozostaną w sercach i umysłach milionów czytelników. Nic więc dziwnego, że po sukcesie Władcy Pierścieni rozpoczęła się prawdziwa epoka powieści fantastycznej. Jednym z owoców tego okresu jest powieść Trudi Canavan Gildia Magów, która otwiera trylogię Czarnego Maga

        Sonea od zawsze nienawidziła magów, potężnych czarodziejów zamieszkujących Kyralie. Nic dziwnego, co roku nadzorowali oni Czystkę, usuwając z wewnętrznych ulic miasta wszystkich biedaków, bezdomnych, czy ludzi takich jak Sonea, nie mających pieniędzy na opłacenie coraz to wyższych czynszów. Pewnego razu, oglądając ten potok ludzkich cierpień coś w niej pękło i w ramach protestu rzuciła kamieniem w grupkę magów, a ten przebił magiczną barierę i uderzył jednego z czarodziei w głowę. Jak to się stało? Przecież ochronnej tarczy nie może przebić zwykły kamień, chyba że został rzucony przez maga. W tej samej chwili nie tylko Sonea, ale i magowie zdają sobie sprawę z jej magicznych zdolności, a dziewczyna musi uciekać by nie zostać pojmaną i zabitą. Jednak uwolniona moc Sonei z dnia na dzień rośnie, zagrażając nie tylko jej samej ale i całemu miastu.

         Trudi Canavan to autorka, z którą wiązałam ogromne nadzieje. Rzadko czytam fantastykę, mimo że swego czasu był to mój ulubiony gatunek. Zbyt wiele razy spotkałam się z banalnymi i przewidywalnymi historiami oraz oklepanymi, schematycznymi bohaterami. Wszystko to sprawiło, że od dłuższego czasu całkowicie zapomniałam o tym gatunku i zwróciłam się ku moim ukochanym kryminałom. Pewnego razu, skuszona pięknie wyglądającą kolekcją na półce mojego kolegi, postanowiłam dać autorce szansę i powrócić do fantastyki w wielkim stylu.  Jednak i tym razem przyszło ogromne rozczarowanie.

         Zacznę od tego, że pierwsza część trylogii, Gildia Magów jest do bólu przewidywalna. Po przeczytaniu pierwszych kilku rozdziałów byłam w stanie powiedzieć jak będzie wyglądać zakończenie i niestety się nie pomyliłam. Historia niczym nie zaskakuje, a akcja ciągnie się niemiłosiernie. Pierwsza połowa, a nawet ¾ powieści, to opowieść o ucieczce Sonei przed magami. Ona ucieka, oni ją gonią, ona im się wymyka, a oni znów próbują ją złapać. 300 stron zabawy w Kojota i Strusia Pędziwiatra. Tak naprawdę dopiero na 3-4 ostatnich rozdziałach mamy szansę poczuć odrobinę tej słodkiej niepewności i miłego zdenerwowania. Całość, mimo ogromnego potencjału jest po prostu nudna.

          Niestety bohaterowie też nie ratują sytuacji. Sonea dziewczyna ze slamsów odkrywa w sobie wielką moc, która może przerastać talent Wielkiego Mistrza. Nagle z dnia na dzień, ze zwykłej nastolatki staje się zagrożeniem dla całej Gildii. Ile razy czytaliśmy o takich bohaterach, samotnie ratujących świat, szlachetnych, odważnych rycerzach bez skazy na dodatek niewyobrażalnie pięknych. Brakuje tylko, aby dziewczyna dowiedziała się , że jest potomkinią najstarszego i najwspanialszego rodu czarodziei w całej Kyralii. Trzecia część trylogii nadal przede mną, więc wszystko jest możliwe.

         Aby nie być taką całkiem krytyczną, bądź co bądź Gildia Magów to literacki debiut autorki, wspomnę o dwóch rzeczach, które przypadły mi do gusty. Pierwsza, to tytułowy wątek Czarnego Maga. W tej części został on jedynie delikatnie nakreślony, ale w drugiej gra on już pierwsze skrzypce i powiem, że jest naprawdę ciekawy, interesujący i nieprzewidywalny. Po za tym, autorka całkiem zgrabnie nakreśliła miasto Imardin, w którym toczy się akcja powieści, jak i samą siedzibę magów. Z przyjemnością czytałam fragmenty opisujące Kyralie, tym bardziej , że nie są opisane topornie, a samą książkę czyta się stosunkowo łatwo i lekko.  

        Gildia Magów Trudi Canavan to książka, którą się szybko czyta, ale również szybko o niej zapomina. Mimo ogromnego potencjału, akcja ciągnie się niemiłosiernie i jest mocno przewidywalna. Być może moja ocena jest spowodowana tym, że książka została wydana w 2001 roku i wtedy panowały inne standardy. Nie jest to jednak dla mnie wytłumaczenie, bo inne starcze powieści fantasty jak chociażby te autorstwa Tolkiena, są wiecznie żywe i interesujące. Na szczęście jestem masochistką i nie znoszę zostawiać serii lub książek niedoczytanych, więc drugi tom „Nowicjusza” już za mną. Mogę wam obiecać, ze tam jest zdecydowanie lepiej, akcja jest bardziej dynamiczna, no i wątek Czarnego Maga jest dużo bardziej rozbudowany. Decyzję o przeczytaniu pierwszego tomu zostawiam Wam, drodzy książkoholicy. Być może recenzja drugiej części bardziej zachęci Was do poznania losów Sonei, Rothena, czy Akkarina. 


13 komentarzy:

  1. Bardzo często spotykałam się z opinią, że jak ktoś chce zacząć przygodę z high fantasy to dobrze jest zacząć od tej serii, bo łagodnie wprowadza w arkana zupełnie nowych, fantastycznych światów. Nie czytałam nic Trudi Canavan. Generalnie chociaż lubię szeroko pojętą fantastykę to po high fantasy nie sięgam często. Drużyna pierściena Tolkiena mnie zniechęciła i czekam aż jakaś książka magicznie z powrotem przekona mnie do gatunku.
    Pozdrawiam :)
    http://the-book-huntress-reviews.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam e-booka i ciągle coś mnie od niego odsuwa... ale przeczytam w końcu, muszę! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Trudi i jej powiesci. Czesto wracam do wykreowanych przez nia swiatow 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś ostatnio nie trafiasz za dobrze, co? No oprócz mojego ukochanego Behawiorysty którego wspaniałomyślnie masz ode mnie ;D Jak dla mnie fantastyka już niczym nie zaskakuje w dzisiejszych czasach, dużo lepiej chyba łączyć fantasy z takim trochę historycznym tłem - to dużo bardziej ciekawi. Jak na przykład "Gra o tron" - mimo że nie na motywach historycznych, ale inspiracje średniowieczną Anglią walą w oczy na kilometr. I dlatego tak dobrze się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam wrażenie, że książka mogłaby mnie rozczarować. Skutecznie odstrasza mnie ta ciągnąca się akcja, o której wspominasz. Dobrze, że nas ostrzegłaś. Będę się trzymać od tej powieści z daleka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś ostatnio fantastyka mi ,,nie leży''. Nie wiem czemu. Może to tylko przejściowy okres, niemniej jednak wolę teraz inne gatunki literackie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Próbowałam to czytać, ale kompletnie mi nie poszło :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciągle słyszę o tej serii, zdania recenzentów są podzielone. Ale jakoś nigdy mnie do tej trylogii nie ciągnęło, więc pewnie nigdy po nią nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że tyle wad i nawet jeśli dalej w serii bywa lepiej, to jednak jeśli ciężko przebrnąć przez tom pierwszy, to już potem nie chciałabym sięgać po następny, z obawy przed tym, że znowu bym się męczyła. ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Gildia magów to pierwsza i jedyna książka, którą zaczęłam i porzuciłam po kilkudziesięciu stronach. Do tej pory leży gdzieś tam zaczęta XD

    Pozdrawiam
    toreador-nottoread.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurde, już od dawna chciałabym przeczytać jakąś książkę Canavan, ale o wszystkich czytam niezbyt pochlebne opinie i nie wiem co z tym fantem zrobić ;/
    A propos Tolkiena- jak Hobbita pokochałam, tak przez Władcę pierścieni było mi ciężko przebrnąć ;/
    Pozdrawiam ciepło :)
    Kasia z Recenzje Kasi

    OdpowiedzUsuń
  12. Dwa razy próbowałam przebrną przez tę książkę. Za drugim razem już prawie się udało, ale tak mnie znudziła, że odłożyłam ją na półkę. Nie wiem czy dam jej trzecią szansę, chociaż Trudi jest bardzo cenioną pisarką fantasy. Może zapoznam się z innymi jej książkami?

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Trylogia czarnego maga była dla mnie przyjemną lekturką taką na oderwanie od życia. Zaczęłam od prequela, który wielu się nie podobał, ale dla mnie akurat był zdecydowanie lepszy od pierwszego tomu, według mnie nie bez znaczenia było to, że autorka po prostu nabrała w czasie ogłady literackiej. :) Lubię te książki, aczkolwiek stawianie ich w jednym zdaniu z mistrzem Tolkienem... Boli mnie tak jak i Ciebie. :D

    OdpowiedzUsuń