piątek, 3 listopada 2017

"Brzydka królowa" Victoria Gische



[źródło]





"Żaden mężczyzna tak jeszcze na nią nie patrzył. Poczuła, że jej policzki płoną. Przez chwilę odwzajemniała spojrzenie, a potem skromnie opuściła oczy."









Jak już wielokrotnie wspominałam powieść historyczna jest jednym z moich ulubionych gatunków literackich. Od zawsze fascynowała mnie atmosfera średniowiecznych zamków, monarchie, zdrady i knowania na królewskim dworze. Szczególnie upodobałam sobie dwór angielski i okres panowania dynastii Tudorów, jednak ostatnio coraz częściej sięgam po literaturę także z innych okresów. I tak oto trafiła do mnie Brzydka królowa. Elżbieta Rakuszanka żona Kazimierza Jagiellończyka , powieść opowiadająca o nieurodziwej księżniczce, która stała się matką królów.

wtorek, 3 października 2017

"Grzesznik" Artur Urbanowicz



[źródło]

\


"Nie ma lepszego sposobu na uświadomienie sobie, czym jest zło, niż doświadczenie go na własnej skórze. Tak jak mówi się, ze wszystko dobre, co uczyniłeś, wraca do ciebie, tak samo dzieje się ze złym. Całe zło, które wyrządziłeś w swoim życiu, w końcu zostanie ci zwrócone. Z nawiązką. Bo zło zawsze wraca ze zdwojoną siłą. I w przeciwieństwie do dobra boli. Bardzo."






Moje pierwsze spotkanie Arturem Urbanowiczem miało miejsce w lutym tego roku, gdy zachęcona pozytywnymi opiniami innych blogerów, sięgnęłam po jego debiutancką powieść Gałęziste. Trzymający w napięciu horror ze zjawiskami paranormalnymi w tle, demonami i mrocznym lasem niezwykle przypadł mi do gustu, więc kolejnej książki autora wyczekiwałam z niecierpliwością. Prośba została wysłuchana i niedawno na rynku pojawiła się nowa powieść - Grzesznik. Tytuł jak i sam opis wydawcy niezwykle intrygują, więc nie pozostało mi wówczas nic innego, jak ponownie dać się porwać mrocznej i niebezpiecznej historii. Czy się nie zawiodłam? Przekonajcie się sami.

sobota, 30 września 2017

Zapowiedzi wydawnicze - Październik 2017


Od pewnego czasu, zupełnie nie potrafiłam znaleźć chwili na prześledzenie nowości wydawniczych. Dziś jednak postanowiłam poświęcić trochę czasu, nadrobić zaległości i zobaczyć co tam w trawie piszczy. I nie wiem czy to tylko moje spostrzeżenie, ale październik po prostu obfituje w interesujące nowości! Tak wiele dobrych tytułów dawno nie widziałam, a wybór tych kilku najbardziej wyczekiwanych okazał się nie lada wyzwaniem. W tym miesiącu moja lista niej mocno zróżnicowana, oczywiście znajdziemy tu kilka kryminałów i thrillerów, powieść historyczną i obyczajową oraz niekwestionowany MUST HAVE. Nie przedłużając zapraszam na Zapowiedzi wydawnicze - Październik 2017. 

Krwawe Morze Maria Paszyńska 
Premiera: 25.10 

[źródło]
Parne lato 1571 roku. Oblężenie weneckiej twierdzy Famagusta przez wojska osmańskie trwa już prawie rok. Za murami szerzy się głód i epidemia, ludzie są na skraju szaleństwa. Dowódca twierdzy Marcantonio Bragadin wydaje rozkaz kapitulacji. 
Tymczasem w Stambule wrze. Coraz trudniej ukryć nieudolność sułtana i jego świty. Mehmed Pasza Sokollu po raz pierwszy staje do walki z wrogiem, którego nie zna i nie rozumie. Rozpoczyna się nierówna rozgrywka, a stawką jest ocalenie Imperium Osmańskiego. 
W pałacowym haremie piętnastoletnia Birgul zostaje wplątana w wielką politykę. Wkrótce zmuszona będzie wybierać pomiędzy miłością i lojalnością wobec żony sułtana, a duchami przeszłości, które domagają się dopełnienia zemsty. 
Intrygi doprowadzą do jednej z największych i najkrwawszych bitew morskich. Bitwa pod Lepanto rozstrzygnie o losach świata. 

poniedziałek, 11 września 2017

KONKURS!

Witajcie,

Dziś małe urozmaicenie od recenzji, a mianowicie konkurs w współpracy z wydawnictwem Editiored i autorką Sandrą Sotomską. Do wygrania jeden egzemplarz niezwykle roztańczonego debiutu, który osiągnął ponad 2,5 miliona wyświetleń na Wattpadzie! A w końcu tylu ludzi nie może się mylić, prawda?








Aby wziąć udział w konkursie należy:
1. Zaobserwować bloga Książkoholik z powołania oraz polubić fanpage na Facebooku.
2. Umieścić w widocznym miejscu na swoim blogu grafikę konkursową, zalinkowaną do tego postu (grafikę można dowolnie pomniejszać) lub udostępnić post na Facebooku (podać link do udostępnionego postu).
3. W komentarzu pod tym postem odpowiedzieć na pytanie: Jaki jest twój ulubiony styl tańca?

Regulamin:
1. Organizatorek konkursu jest właścicielka bloga: Książkoholik z powołania 
2. Sponsorem nagrody jest wydawnictwo Editiored.
3. Konkurs trwa od 11.09.2017 do 18.09.2017 do godziny 23:59
4. Ogłoszenie zwycięscy nastąpi 19.09.2017
5. Udział w konkursie mogą wziąć wszystkie osoby z adresem korespondencyjnym w Polsce.
6.  Zwycięzca powinien w ciągu trzech dni od publikacji wyników, skontaktować się z organizatorem konkursu w celu ustalenia danych do wysyłki.

Powodzenia!

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

"Dance, Sing, Love. Miłosny układ" - Layla Wheldon



Średniowieczni poeci i trubadurzy opisywali miłość jako niewinne, czyste i piękne uczucie, które łączy dwójkę ludzi na całe życie. Splata ich losy nierozerwalną nicią, scalając dwa ciała w jedną duszę. Jednak prawdziwemu życiu daleko do ballad, a miłość nie zawsze jest prosta. Często to wyboista droga, pełna przeciwności i rozczarowań oraz walki o to co w życiu najważniejsze. Na taką ścieżkę wstępuję Livia, lecz czy uda jej się szczęśliwie dotrzeć na metę?

Zespół Black Diamonds, to grupa zrzeszająca kilkanaście niezwykle utalentowanych osób, których największą pasją jest taniec. Członkowie zespołu to profesjonaliści, wielokrotnie występujący w klipach najpopularniejszych gwiazd muzyki. Najnowsze zlecenie obejmuje trasę koncertową Jamesa Sheridana – jednego z topowych muzyków młodego pokolenia, za którym szaleją prawie wszystkie członkinie zespołu. Prawie, ponieważ w przeciwieństwie do koleżanek, Livia uważa go za zapatrzonego w siebie gbura i egoistę, nieszanującego współpracowników. Jej niechęć wzrasta, gdy po ciężkim dniu treningów zostaje zmuszona do oprowadzenia Sheridana po Rzymie i odgrywania roli jego tłumaczki. Gdy odmawia, mężczyzna grozi jej utratą pracy, na co dziewczyna nie może sobie pozwolić. Czy tak rozpoczęta znajomość może przerodzić się w coś poważniejszego? I czy ich serca odnajdą wspólny rytm?

Jak wielokrotnie wspominałam, nie jestem zwolenniczką romansów, ponieważ wszystkie wydają mi się takie same. Jestem mocno wyczulona na banalne i cukierkowe powieści, w których bohaterowie już na pierwszym spotkaniu padają sobie w ramiona, obiecując miłość na całe życie. Ostatnio jednak postanowiłam poszerzyć repertuar czytanych przeze mnie gatunków i nie ograniczać się wyłącznie do kryminałów i powieści historycznej. Tak też trafiłam na Dance & Sing & Love Miłosny układ, debiutancką powieść Sandry Sotomskiej, ukrywającej się pod pseudonimem Layla Wheldon. Ogromnie się cieszę, że odważyłam się wyjść ze swojej strefy komfortu i sięgnęłam po tą powieść, ponieważ jest to wciągająca historia, toksycznej relacji, pełnej bólu i cierpienia, ale także miłości.


"Podobno doceniamy coś, dopiero jak to stracimy. Tak samo jest z ludźmi. Rozumiemy, jak bardzo są dla nas ważni, gdy musimy pozwolić im odejść."

Z początku ogromnie obawiałam się owej schematyczności, jednak jak się później okazało zupełnie bezpodstawnie. Odnajdziemy tu co prawda elementy, które były już wielokrotnie wykorzystywane, jednak autorka postawiła również na pewien powiew świeżości. W powieściach tego typu, zawsze pojawia się ta trzecia, jednak w tym wypadku, nie wszystko jest takie oczywiste jakby się mogło wydawać. Otóż James, ma już swoją ukochaną. I nie jest to przelotne, niedojrzałe uczucie. Sheridan kocha Sylvię nieprzerwanie od kilku lat, a reszta kobiet to zabawki, które umilają mu chwilę podczas krótkich rozstań. I tak też jest z Livią. Co prawda jej osoba go intryguje, jednak nie jest to miłość, a raczej ciekawość połączona z nutką pożądania. W sercu Sheridana, jest miejsce tylko dla jednej kobiety i jest nią Sylvia. Jak więc widzimy, w tym wypadku to Livia jest tą trzecią. Postawienie tancerki w tej roli, niezwykle przypadło mi do gustu, jednocześnie autorka zaserwowała czytelnikom coś nowego i oryginalnego, unikając tak znienawidzonej schematyczności.

[źródło]
Powieść napisana jest bardzo lekkim i przyjemnym w odbiorze językiem, dzięki czemu czyta się ją naprawdę szybko. Co prawda początek szedł mi dosyć topornie, jednak już po kilkunastu stronach w pełni oddałam się przyjemności czytana. Z czasem tak się wciągnęłam, że nie byłam w stanie oderwać się od historii, a ostatnie 30 stron czytałam jednocześnie przygotowując obiad. Skończyło się na przypalonych naleśnikach, jednak nadal uważam, że było warto. Zakończenie zaskakuje, pozostawiając czytelnika w lekkiej konsternacji, która szybko zmienia się w nieodpartą chęć poznania dalszych losów Livii i Jamesa.

" - Nie byłem gotowy na nowy związek - przyznał cicho i podszedł do mnie. Objął dłońmi moją twarz i musnął ustami moje skronie. (...) 
- A teraz jesteś gotowy? - wyszeptałam, szlochając, i spojrzałam na niego. Zacisnął usta w wąską kreskę i na chwilę spojrzał na scianę tuż nad moją główą. Znałam odpowiedź. "

Żałuję jednak, że w trakcie trwania powieści, zagubił się gdzieś motyw tańca i muzyki. Co prawda później pojawia się kilka scen z jego udziałem, jednak wątek ten nie jest aż tak eksploatowany jak na początku. Szkoda, ponieważ z przyjemnością obserwowałam jak bohaterowie oddają się swojej pasji i jak dużą rolę w ich życiu odgrywa taniec. Nie bardzo podobał mi się również pomysł na pokazanie, destrukcyjnej siły nieodwzajemnionej miłości, w wyniku której Livia staje się wręcz alkoholiczką. Tylko mocny trunek potrafi dać jej chwilę zapomnienia i załagodzić żal i smutek. Rozumiem zamysł, jednak osobiście nie przypadł mi on do gustu, mimo potencjału jaki prezentuje. Dopracowałabym również minimalnie bohaterów, ponieważ wydają mi się oni ciut przerysowani. Szczególnie postać Jamesa, mimo że był on moim ulubionym bohaterem, wymaga lekkich poprawek. Jednak te wszystkie drobne błędy można spokojnie wybaczyć, zważywszy na to, że jest to debiut autorki. Z pewnością jest to tylko kwestia czasu i nabrania pewnej wprawy w kreacji bohaterów.

Sandra Sotomska stworzyła piękną opowieść o skomplikowanej miłości, która tyle samo razy jest źródłem szczęścia jak i cierpienia. Napisana prostym językiem wciąga na długie godziny, a zaskakujące zakończenie, usatysfakcjonuje najbardziej wymagających odbiorców. Jest to powieść, którą zdecydowanie mogę polecić wszystkim wielbicielom romansów, przy czym sama nie mogę się doczekać drugiej części, której będę wypatrywać z niecierpliwością.


Za egzemplarz serdecznie dziękuję autorce i wydawnictwu Editiored.




środa, 23 sierpnia 2017

Gerald Brittle "Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren" + kilka słów wstępu



Witajcie moi drodzy, po dość długiej nieobecności! 

Trochę czasu upłynęło, gdy byłam tu ostatni raz, lecz zdecydowanie nie był to czas stracony! Jak już mogliście zauważyć, strona doczekała się nowej szaty graficznej, dzięki uprzejmości i niebywałemu talentowi Ronnie z Ronnie Creators. Jestem jej niezmiernie wdzięczna, ze zechciała zaprojektować szablon oraz logo, mimo bardzo nikłych i niekonkretnych wskazówek z mojej strony. Ja jestem zachwycona i mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu! Roonie jesteś najlepsza!

Jest mi również miło ogłosić, że od maja tego roku dołączyłam do grona ekipy Book Paradise, gdzie razem z kilkoma niezwykłymi dziewczynami publikujemy artykuły oraz recenzję zarówno książek, jak również gier planszowych i filmów. Serdecznie zachęcam wszystkich do zajrzenia na naszą stronę, gwarantuję, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. 

Idąc za ciosem zmian, postanowiłam również utworzyć konto na Facebooku. Jest to zdecydowanie wygodniejszy środek komunikacji, dzięki któremu na bieżąco będziecie mogli śledzić nowe posty. Będzie mi bardzo miło, jeżeli ktoś chciałby zostawić tam kciuka w górę. 

To tyle, jeżeli chodzi o teorię, a teraz w ten deszczowy i burzowy wieczór, zapraszam Was na recenzję Demonologów Geralda Brittle'a.  Gęsia skórka gwarantowana! 


~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~


źródło
Pewnego wieczoru zostajesz zaproszony na kameralną domówkę u jednego ze swoich przyjaciół. Gdy zjawiasz się na miejscu atmosfera trochę siedzi, więc ktoś proponuję zabawę planszą ouija. Z początku nie jesteś przekonany, ale koniec końców kładziesz dłonie na znaczniku i wypowiadasz odpowiednią formułkę. Po zadaniu pytania, nieznana siła prowadzi wskaźnik na odpowiednie litery, ale Ty doskonale wiesz, że to jeden z przyjaciół chce nastraszyć innych. Po powrocie do domu zasypiasz z myślą, że to była całkiem fajna zabawa.

Mijają dni , a ciebie zaczynają budzić różne dziwne dźwięki i odgłosy. Na początku obawiałeś się, że ktoś włamał się do mieszkania, ale po zajrzeniu w każdy, nawet najmniejszy kąt nikogo nie odkryłeś, a chrobotanie nie ustawało. Skoro nie włamywacz, to może szczur lub mysz? Ale tę możliwość musiałeś odrzucić. Niechciane zwierzątko hałasowałoby bez względu na porę dnia lub nocy, a wszystkie te dziwne zdarzenia mają miejsce zawsze o tej samej godzinie – trzeciej nad ranem. Mimo wszystko, masz nadzieję, że te niewyjaśnione zjawiska z czasem ustaną równie niespodziewanie jak się pojawiły. Niestety, każdej kolejnej nocy jest coraz gorzej. Drapanie w ściany, ogłuszające uderzenia w drzwi, trzaskanie szafkami, przesuwanie mebli czy lewitujące przedmioty to ostatnio dla ciebie codzienność. Zmęczony, zirytowany i przerażony nie wiesz do kogo się zwrócić o pomoc. Zdajesz sobie sprawę, ze nikt Ci nie uwierzy, a w najlepszym razie uznają za wariata i zamieszkasz w przytulnym pokoju bez okien. Więc milczysz, a przerażające zjawiska przybierają na sile.
Gdy zostajesz zaatakowany i na twoim ciele pojawiają się trzy, krwawiące ślady pazurów, masz dość i dzwonisz do zaprzyjaźnionego księdza. Ten wysyła do Ciebie dwójkę niepozornych ludzi – Eda i Lorraine Warrenów. Opowiadasz im o wszystkich dziwnych zdarzeniach, a oni wbrew twoim obawom wydają się Ci wierzyć. Następnie zadają szereg pytań, z których jedno okazuje się być kluczowe – „Czy kiedykolwiek używałeś tabliczki ouija?”. Odpowiadasz twierdząco, ale tłumaczysz, że była to tylko niewinna zabawa. Wówczas Warrenowie wyjaśniają czym właściwie się zajmują i jakie konsekwencje mogą wynikać z używania przedmiotów jak plansza ouija. Przerażony, siedzisz skamieniały na kanapie, kiedy Ed wypowiada zdanie, które mrozy Ci krew w żyłach. „Obawiam się, ze został Pan nawiedzony przez nieludzkiego ducha – demona”.  
źródło
Ed i Lorreine Warrenowie to małżeństwo, które zajmowało się badaniem zjawisk nadprzyrodzonych takich jak nawiedzenia przed duchy czy demony. Warto jednak wspomnieć, ze nie byli oni egzorcystami – jedynie świeckimi uczonymi badający owe zjawiska. Ich niezwykle fascynujące życie i przerażające sprawy stały się niewyczerpalnym źródłem pomysłów, których owocem są czterech filmy: po dwa z cyklu „Obecność” i „Annabelle”, oraz książka Geralda Brittle’a Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren, którą dzisiaj dla Was recenzuję.


"Duch zwrócony do świata doczesnego jest tak przejęty własną tragedią albo stanem niepełnego rozłączenia, że ukaże się komukolwiek, aby ujawnić nieszczęście, w jakie popadł."
Demonolodzy. Ed i Lorraine Warren to książka, w której opisany jest szereg zdarzeń jakie przydarzyły się zwykłym ludziom i w których uczestniczyło małżeństwo Warrenów. Znajdziemy tu przerażającą historię domu z Amityville, laleczki Annabelle, nawiedzenia rodziny Beckfordów z 1974 roku, a także wiele wiele innych. Jest to również swoje rodzaju wykład o tym czym są duchy ludzkie i nieludzkie, jak można narazić się na opętanie, jakie są tego konsekwencje i co robić aby uniknąć tego rodzaju zjawisk. Dodatkowego smaczku dodają fotografie z osobistych zbiorów Warrenów, na których jesteśmy w stanie zobaczyć lewitujące przedmioty lub niematerialne byty. 
Ed i Lorraine Warren
Jest to powieść napisana dość trudnym językiem. Pełno w niej teologii oraz stwierdzeń czy rozważań, z których przeciętny Kowalski nie wiele zrozumie. Co więcej napisana jest w sposób bardzo chaotyczny. Raz czytamy o historii nawiedzonego domu z Amityville, za moment o zabłąkanym duchu czarnoskórego lokaja w jednej ze szkół wojskowych, by po chwili znów wrócić do małżeństwa Lutzów z Amityville. Podobnie jest z rozmieszczeniem zdjęć. Fotografię zrobione w domu rodziny Beckfordów znajdują się na początku książki, gdzie sama historia opisana jest pod jej koniec. Wzbudza to niepotrzebne zamieszanie i rzutuje na klarowność przekazywanej treści. 


"Zjawiska demoniczne są dziełem wyobraźni tylko w opinii tych, którzy nigdy ich nie doświadczyli."

Najmocniejszym punktem powieści są tu same historie, których przebieg nie raz mnie przyprawiał o gęsią skórkę. Te fragmenty czyta się zdecydowanie najprzyjemniej, są napisane w sposób klarowny , brak tu często spotykanego w innych fragmentach przegadania. Akcja jest dynamiczna i z zapartym tchem śledzimy rozwój diabolicznych wydarzeń.  
Demonolodzy. Ed i Lorreine Warren to przerażająca historia niezwykłych zjawisk, których bohaterami stali się zwykli ludzie . Jest to na pewno pozycja godna uwagi dla miłośników wszelkiego rodzaju horrorów ze zjawiskami paranormalnymi w tle. Dla osób, które nie wierzą w tego typu zjawiska, to przeciętna opowieść o duchach i demonach. Osobiście uważam, że była to całkiem przyjemna, chociaż bardzo chaotyczna podróż po niematerialnym świecie zjawisk nadprzyrodzonych. 

piątek, 12 maja 2017

Remigiusz Mróz „Kasacja”


Źródło




Gdy Bóg stworzył świat i w pewnym momencie zechciał, by przestępcy mieli jeszcze szansę na lepsze życie, ulepił z gliny prokuratora. Kiedy zmienił zdanie i stwierdził, że powinni ponieść srogą karę, wymyślił dziennikarza śledczego. 






Kasacja – nadzwyczajny środek zaskarżenia, który przysługuje stronom od prawomocnego wyroku sądu drugiej instancji do Sądu Najwyższego.

Na jednym z podwarszawskich osiedli dochodzi do makabrycznego odkrycia. W mieszkaniu syna, jednego z najbardziej wpływowych warszawskich biznesmenów, zostają odnalezione potwornie okaleczone zwłoki dwójki młodych ludzi. Co więcej, sam podejrzany spędził z nieboszczykami aż dziesięć dni, nim fetor zaalarmował sąsiadów. Wina Piotra Langera Juniora wydaje się więc bezsprzeczna, jednak on sam, nie przyznaje się do winy jednocześnie nie zaprzeczając, że może być mordercą.
Obrony Langera podejmuje się mecenas Joanna Chyłka, adwokat od spraw beznadziejnych jednej z warszawskich korporacji. Współpracuje z nią świeżo upieczony absolwent prawa - Kordian Oryński. Mimo że, wyrok wydaje się przesądzony, oryginalny duet zrobi wszystko aby uchronić klienta przed odsiadką. W tym celu przeprowadzają własne śledztwo, które z biegiem czasu zaczyna zataczać coraz szersze kręgi. Aby odkryć prawdę, prawnicy będą musieli zmierzyć się nie tylko z przepisami prawa, ale także tajemniczym Siwowłosym, któremu szczególnie zależy na skazaniu młodego Langera.
Remigiusz Mróz to z pewnością autor niebanalny. Mimo tak młodego wieku, wydał na świat więcej powieści niż inni pisarze przez całe swoje życie. Co więcej, każda z jego książek jest inna, niepowtarzalna i przede wszystkim niezwykle wciągająca. Nic więc dziwnego, ze grono fanów tego autora systematycznie się powiększa i do którego, po długiej nieobecności dołączyłam także i ja.
Kasacja to znakomity, trzymający w napięciu do ostatniej strony thriller prawniczy, który otwiera cykl przygód Chyłki i Zordona. Jest to jedna z tych powieści, od której nie sposób się oderwać nawet na minutę. Akcja pędzi jak szalona, zapewniając czytelnikowi prawdziwy rollercoster wrażeń. Do tego para niezwykle oryginalnych prawników i mamy gotowy bestseller.
Joanna Chyłka to prawdziwa kobieta z jajami. Twarda i konkretna, nieprzebierająca w środkach w dążeniu do celu, często cyniczna i złośliwa. Jej ulubionym zespołem jest Iron Maiden, posiłkiem - wielki półmisek mięsa, a prezenterem „Król TVN”. Kordian „Zordon” Oryński to jej całkowite przeciwieństwo. Miłośnik łososia na sałatce z francuskim dresingiem, squasha i piosenek Will’a Smitha. Ta para jest najlepszym przykładem, że przeciwieństwa faktycznie się przyciągają i są w stanie stworzyć niepowtarzalny duet.
Jednym z powodów dla których po Kasację sięgnęłam tak późno, była obawa przed namnożenia w powieści tzw. „prawniczego bełkotu”. Wszystkie przepisy prawa, kodeksy, definicje i formułki nie są niczym wymagającym dla osób obcujących z nimi na co dzień, jednak dla mnie, są one całkowitą nowością, dlatego obawiałam się czy fabuła nie zostanie nimi przytłoczona. Jednak i tym razem Remigiusz Mróz stanął na wysokości zadania. Owszem, w powieści co i rusz pojawiają się różne paragrafy czy artykuły z kodeksu karnego, jednak są one wplecione w akcje bardzo przemyślanie, na tyle, że właściwie się ich nie zauważa.
Kasacja Remigiusza Mroza, to książka którą z czystym sercem mogą polecić wszystkim miłośnikom thrillerów i kryminałów. Wartka akcja, niebanalni bohaterowie i skomplikowana zagadka, a na dodatek cała masa specyficznego humoru Joanny Chyłki, to najmocniejsze strony tej powieści. Ja, jestem zdecydowanie na tak i pluję sobie w brodę, że ta seria musiała czekać na mnie tak długo. Nie popełniajcie moich błędów i jak najszybciej zapoznajcie się z przygodami Chyłki i Zordona!

poniedziałek, 1 maja 2017

Zapowiedzi wydawnicze - Maj 2017


Witajcie książkoholicy! 

Po długiej nieobecności, wróciłam! Wiem, że tęskniliście, ja pewnie jeszcze bardziej :D Niestety nadmiar obowiązków i brak umiejętności gospodarowania czasem zrobiły swoje. Ale otrzyjcie łzy, bo w maju czeka nas prawdziwa uczta czytelnicza. Wydawnictwa prześcigają się w nowościach, a każda z nich intryguje okładką i opisem. Prawdę mówiąc, wybór tych najbardziej interesujących sprawił mi nie lada problem, każda krzyczała "Wybierz mnie! Wybierz mnie!". Po długich rozważaniach, udało mi się wybrać te, które koniecznie muszą znaleźć się na półce mojej biblioteczki. Zapraszam na nowości wydawnicze maja 2017 roku!

 ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~


Źródło 

Tytuł: Księżniczka Watykanu. Opowieść o Lukrecji Borgii 
Autor: C.W Gortner
Wydawnictwo: Znak literanova
Premiera: 15.05.2017 


Opis:

Borgiowie – najpotężniejsza rodzina świata. Bezwzględni i niebezpieczni, drapieżni i zepsuci do szpiku kości, nie cofną się przed niczym, aby sięgnąć po władzę.

Kiedy Rodrigo Borgia zostaje papieżem, jego młodziutka córka Lukrecja staje się pionkiem w bezwzględnej politycznej grze. W wieku trzynastu lat zmuszona do pierwszego małżeństwa, stopniowo wchodzi w świat kłamstw i spisków.

Aby w nim przetrwać, Lukrecja szybko uczy się knucia intryg, a obudzona w niej kobiecość sprawia, że poznaje smak zakazanych namiętności.

Papieska córka doskonale opanowuje reguły okrutnej gry, lecz jej celem jest jedno – przetrwanie. I zemsta na tych, którzy ją skrzywdzili.


Źródło 

Tytuł: Najmroczniejszy sekret 
Autor: Alex Marwood 
Wydawnictwo: Albatros
Premiera: 10.05.2017

Opis: 
Najnowszy thriller psychologiczny zdobywczyni prestiżowej nagrody Edgar Award oraz Macavity Award for Best Mystery Novel 2015.

OPOWIEŚĆ O NARCYSTYCZNYM ZABURZENIU OSOBOWOŚCI LUŹNO OPARTA NA PEWNEJ PRAWDZIWEJ HISTORII…
MÓWILI, ŻE COCO ZAGINĘŁA W NOCY. K Ł A M A L I.

Sean Jackson hucznie obchodzi swoje pięćdziesiąte urodziny. Impreza kończy się jednak katastrofą i wielkim skandalem, gdy jedna z jego córek, Coco, w tajemniczych okolicznościach znika w środku nocy. Dwanaście lat później, po nagłej śmierci Seana, człowieka niezwykle zamożnego i wpływowego, na pogrzebie spotykają się Mila, córka z pierwszego małżeństwa, i Ruby, nastoletnia siostra bliźniaczka zaginionej przed laty Coco. Gdy docierają do domu, gdzie ich ojciec mieszkał ze swoją czwartą żoną, orientują się, że wszyscy obecni byli również gośćmi na pamiętnym tragicznym przyjęciu sprzed lat. Nagle są o krok od rozwiązania zagadki, która zaważyła na całym ich życiu. Mroczne sekrety z przeszłości wreszcie ujrzą światło dzienne. Jakie tajemnice kryją się za zamkniętymi drzwiami domu Jacksonów?

Źródło

Tytuł: Tysiąc pocałunków
Autor: Tillie Cole 
Wydawnictwo: FILIA
Premiera: 17.05.2017

Opis: 

Wyobraź sobie, że otrzymujesz tysiąc małych karteczek i masz wypełnić je najpiękniejszymi momentami swojego życia…

Jeden pocałunek trwa chwilę. Tysiąc pocałunków może wypełnić całe życie.

Chłopak i dziewczyna. Uczucie powstałe w jednej chwili, pielęgnowane później latami. Więź, której nie był w stanie zniszczyć ani czas, ani odległość. Która miała przetrwać już do końca. A przynajmniej tak zakładali.

Kiedy siedemnastoletni Rune Kristiansen wraca z rodzinnej Norwegii do sennego miasteczka Blossom Grove w stanie Georgia, gdzie jako dziecko zaprzyjaźnił się z Poppy Litchfield, myśli tylko o jednym. Dlaczego dziewczyna, która była drugą połową jego duszy i przyrzekła wiernie czekać na jego powrót, odcięła się od niego bez słowa wyjaśnienia?

Serce Rune’a zostało złamane, gdy dwa lata temu Poppy przestała się do niego odzywać. Jednak, gdy chłopakowi przyjdzie odkryć prawdę, jego serce rozpadnie się na nowo.

Źródło 

Tytuł: Życie na wynos
Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Premiera: 09.05.2017

Opis:

Emilia Przecinek, znana autorka powieści dla kobiet, w wieku czterdziestu lat zostaje rozwódką z dwójką nastoletnich dzieci, kredytem hipotecznym do spłacenia oraz matką i teściową na karku. Dzieci nalegają, żeby chodziła na randki, a obie starsze panie, no cóż, jak to one, włażą z butami, gdzie tylko się da. W takiej sytuacji można albo załamać się nerwowo, albo popełnić morderstwo.

Mimo niesprzyjających okoliczności Emilia postanawia odmienić swoje życie. Nie jest to łatwe, gdyż mężczyźni, których spotyka, absolutnie nie przypominają wspaniałych bohaterów jej powieści.

Pech chce, że teściowa pisarki łamie nogę. Unieruchomiona na wózku, zaczyna obserwować sąsiadów, co okazuje się zajęciem na pełen etat, a nawet dwa, gdyż nie wszystko można zobaczyć przez okno, niektóre rzeczy trzeba podsłuchać. Przed wścibskimi staruszkami nic się nie ukryje. Ani kochanka o czerwonych włosach, ani skłonna do awantur żona, ani leżący w piwnicy trup, którego znajduje Emilia.

Źródło

Tytuł: Kwiat, który nie rozkwitnie 
Autor: Anchee Min
Wydawnictwo: Albatros
Premiera: 17.05.2017 

Opis: 

Dramatyczne, wstrząsające i poruszające do głębi wspomnienia chińskiej artystki, która dorastała w czasach Rewolucji Kulturalnej. Opowieść o utracie ojczyzny i niechcianej emigracji do Stanów Zjednoczonych, bez grosza w kieszeni i znajomości języka. Pełna wzlotów i upadków samotna podróż w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, o której Anchee Min opowiada w sposób niezwykle przejmujący. Samodzielna nauka języka angielskiego, praca ponad siły, spanie w nieogrzewanych pomieszczeniach, ból związany z gwałtem, życie na skraju nędzy oraz nieudane małżeństwo zakończone rozwodem składają się na gorzką lekcję życia, która wstrząśnie niejednym czytelnikiem. Historia Anchee Min to jednak nie tylko cierpienie. To także opowieść o wytrwałości i wierze w lepsze jutro. Znalezienie miłości, narodziny córki i kariera pisarska to dowód na to, że zawsze warto mieć nadzieję.

Źródło

Tytuł: Deniwelacja 
Autor: Remigiusz Mróz 
Wydawnictwo: FILIA 
Premiera: 10.05.2017

Opis: 

Gdzie jest Wiktor Forst?

To pytanie zadają sobie zakopiańscy śledczy, gdy topniejący w Tatrach śnieg odsłania makabryczny widok na zboczach Giewontu. Odnalezione zostają zwłoki grupy kobiet, których za życia nic ze sobą nie łączyło.

Żadna wycieczka nie zaginęła zimą na szlakach, a wszystkie ofiary wypadków w górach zostały odnalezione. W dodatku na ciałach nie ma żadnych śladów świadczących o tym, by doszło do zabójstw. Kiedy w Zakopanem znikają jednak kolejne kobiety, nie ma wątpliwości, że na Podhalu pojawił się seryjny zabójca.

Policja odkrywa ślad prowadzący do Wiktora Forsta. Problem polega na tym, że nikt nie wie, gdzie od roku przebywa były komisarz…

Źródło 

Tytuł: Milion kropli
Autor: Victor del Arbol 
Wydawnictwo: Sonia Draga 
Premiera: 31.05.2017 

Opis: 

Trzymający w napięciu literacki thriller, a zarazem pełna emocji opowieść o zdradzonych ideałach, wiecznej miłości, odwlekanej zemście i o tym, jak nieubłagany potrafi być los

Gonzalo Gil, niespełniony zawodowo prawnik, wiedzie życie, w którym czuje się obco. Codziennie zmaga się z manipulacjami wszechobecnego i niezwykle wpływowego teścia. Monotonną egzystencję mężczyzny przerywa pewnego dnia tragiczna wieść. Gonzalo dowiaduje się, że Laura, siostra, z którą od lat nie miał kontaktu, popełniła samobójstwo. Jej śmierć sprawia, że krucha równowaga, którą jako mąż i ojciec starał się dotąd utrzymywać, zostaje poważnie zagrożona. Kiedy Gonzalo postanawia zbadać przyczyny samobójczej śmierci siostry, dowiaduje się, że podejrzewano ją o torturowanie i zamordowanie rosyjskiego mafiosa, który wcześniej porwał i zabił jej synka.

To, co na początku wydawało się zemstą, okazuje się początkiem drogi, która prowadzi Gonzala w głąb rodzinnej, nieznanej dotąd przeszłości. Mężczyzna odkrywa fascynującą historię swojego ojca, Elíasa Gila, bohatera walki z faszyzmem, który jako młody inżynier wierzący w ideały rewolucji wyjechał z Asturii do ZSRR,  gdzie został aresztowany i zesłany na straszliwą wyspę Nazino. Potem zaś stał się kluczową postacią najmroczniejszych lat w dziejach Hiszpanii.

 ~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

A Wy na jakie majowe nowości czekacie w tym roku? Która z proponowanych powieści najbardziej Was zaintrygowała? Ilu fanów Mroza, czeka na czwartą część przygód Wiktora Forsta? Koniecznie dajcie znać w komentarzach! 




sobota, 15 kwietnia 2017

Martine Madden "Anhusz"



Źródło




Jej oczy przepełniała jasność morza; kiedy po latach wracał do tego dnia, wspominał go jako ten, w którym się w niej zakochał. 








          Czasem w kwietniu  to niezwykle wzruszający film, opowiadający o ludobójstwie osób pochodzenia Tutsi przez ekstremistów Hutu w Rwandzie w 1994 roku. Szacuje się, że w ciągu zaledwie 100 dni życie straciło prawie milion kobiet, mężczyzn i dzieci. Wstrząśnięta i poruszona ogromem bestialstwa jakiego dopuścił się człowiek przeciwko drugiej osobie, zaczęłam przetrząsać Internet w poszukiwaniu innych, tym podobnych aktów przemocy. I niestety, mimo że człowiek to ponoć najinteligentniejsze stworzenie na ziemi, przypadki ludobójstwa w samym XX i XXI wieku można mnożyć bez liku.

          Jednym z najbardziej krwawych, zaraz po Holokauście, jest rzeź Ormian w Imperium Osmańskim w latach 1915-1917. Szacuje się, że na skutek tych wydarzeń życie straciło ponad 1,5 mln ludzi, a liczebność ludności ormiańskiej w Turcji zmalała z 2 mln do zaledwie 300 tysięcy. Mimo że jest to jeden z najlepiej udokumentowanych przypadków ludobójstwa, założę się, że gdybym zapytała 10 przypadkowych osób, 8 nie miałoby pojęcia o co chodzi. To smutne, ponieważ jak powiedział George Santayana „Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, skazani są na jej powtarzanie”. Dlatego dziś, przychodzę do Was z recenzją Anhusz Martine Madden, którą z czystym sumieniem mogę ogłosić jedną z najlepszych powieści obyczajowych 2017 roku jaką czytałam.

          Rok 1914, mała, urokliwa wioska na wybrzeżu Morza Czarnego. Anhusz, młoda Ormianka marzy o życiu z dala od swojej niewielkiej, niedającej żadnych perspektyw wiosce. O życiu bez strachu przed grabieżami i gwałtami ze strony tureckich żołnierzy. Niestety, nadchodząca wojna nie zwiastuje ziszczenia tych marzeń. Pewnego dnia poznaje Dżahana, tureckiego oficera stacjonującego w wiosce i chociaż powinna czuć do niego strach i nienawiść, zakochuje się w nim. Młodzi wdają się w niezgodny z prawem i powszechnymi zwyczajami romans, których oboje może doprowadzić do zguby. Z  czasem kochankowie zostają rozdzieleni, a Anhusz musi walczyć o przeżycie dla siebie i swojej rodziny. Po dwóch latach Dżahan wraca z rozkazem przesiedlenia wszystkich Ormian. Zdaje on sobie sprawę, że przesiedlenia to tylko zasłona dymna, a prawda jest dużo bardziej przerażająca niż ktokolwiek był skłonny przypuszczać.

          Anhusz to przepiękna, na długo zapadająca w pamięć opowieść o miłości dwojga ludzi, których nigdy nie powinno połączyć uczucie. To opowieść o stracie i poświęceniu. To także historia o wojnie, o zezwierzęceniu ludzi, o bestialstwie i okrucieństwu jakie człowiek potrafi zgotować drugiej osobie. Jest to jedna z tych pozycji, obok której nikt nie jest w stanie przejść obojętnie.

          Wydarzenia opisane w książce widzimy z perspektywy trzech głównych bohaterów: Anhusz, Dżahana i doktora Stewarta. Ten ostatni niezwykle mnie irytował, ponieważ był on strasznie naiwny. Wszystko starał  się wytłumaczyć statutami prawa i kodeksami, nie biorąc pod uwagę mrocznej strony ludzkiej natury, co jako lekarz powinien znać chyba najlepiej. Cieszę się jednak, że autorka nie zrezygnowała z tej postaci, ponieważ był on głosem wielu osób tamtej epoki, którzy do końca nie wierzyli, że rzeź Ormian stanie się faktem.

          Zabierając się za powieść obawiałam się przesłodzenia i schematyczności w historii miłosnej. Jak każdy wie, od romansów uciekam jak od ognia, bo wszystkie wydają mi się na jedno kopyto. I chociaż tutaj łatwo się domyśleć historii pokroju Romeo i Julia, przedstawiona jest ona w sposób stonowany i wywarzony. Losy Anhusz i Dżahana wciągnęły mnie na tyle, że książkę dosłownie połknęłam w ciągu jednego dnia. Z zapartym tchem wyczekiwałam zakończenia tej historii, które swoją drogą zostało otwarte. Osobiście nie przepadam za takimi zakończeniami, lubię na 100% wiedzieć, kto przeżył, kto z kim na koniec się związał, a nie przypuszczać czy moja wersja zdarzeń jest zgodna z wersją autorki. Nie mniej nie rzutowało to na moją końcową ocenę tej powieści.

          Najmocniejszym atutem książki oprócz, bardzo ładnie nakreślonych postaci i wątku miłosnego, jest tło historyczne. Wydarzenia opisane w powieści nabierają zupełnie nowej mocy, gdy czytelnik uświadomi sobie, ze działo się to zaledwie 100 lat temu. To nie czasy starożytności czy średniowiecza, ale historia nowożytna, a mimo to człowiek był zdolny do takiego bestialstwa i zdolny jest nadal. Skłania to do pewnych refleksji i przemyślenia niektórych spraw.  Pamiętajmy, że to my jesteśmy nowym pokoleniem i to od nas zależy jak zapiszemy się na kartach historii świata.

          Anhusz to książka, którą czyta się niezwykle łatwo i przyjemnie, mimo trudnej tematyki poruszonej w powieści. Trzeba przyznać, ze autorka naprawdę ma talent, ponieważ nie każdy potrafiłby opisać w taki sposób wszystkie te potworne wydarzenia, których jesteśmy światkami. Serdecznie polecam tą książkę wszystkim, którzy czują się na siłach aby zagłębić się w historię Anhusz i Dżahana. Z pewnością nie jest to najmocniejsza powieść o takiej tematyce, aczkolwiek warto zapoznać się z tą pozycją i wydarzeniami w niej opisanymi. 

środa, 5 kwietnia 2017

Elżbieta Cherezińska "Korona śniegu i krwi"



źródło 





"Jeden krok dzieli odwagę od okrucieństwa, chwałę od pychy i miłość od nienawiści. I potęgę od rozpadu."







          Początki państwa polskiego sięgają X wieku, kiedy to książę Mieszko I przyjął chrzest, i włączył kraj w poczet państw chrześcijańskich Europy. Był on pierwszy, z panującej ponad 400 lat dynastii Piastów. Od tego momentu rozpoczęła się niezwykle barwa i fascynująca historia pełna wielkich bitew, niezapomnianych triumfów, mariaży, sojuszy ale także namiętności, zdrad czy intryg.

          W roku 1138, na mocy testamentu Bolesława Krzywoustego kraj został podzielony na dzielnice, w których władzę mieli sprawować jego synowie. Miało to zapobiec bratobójczym walkom o sukcesje na polskim tronie. W rzeczywistości spowodowało rozdrobnienie państwa polskiego na coraz mniejsze, w znacznej mierze niezależne, władztwa terytorialne. Brak jednego władcy i współpracy między poszczególnymi książętami, przyczynił się do osłabienia państwa, zahamowania ekspansji na inne kraje, a także utraty znacznej części terytorium. 

          Marzenia o zjednoczeniu kraju i pokonaniu klątwy rozbicia miało wielu władców. Przemysł II wraz z stryjem Bolesławem - książęta wielkopolscy, Henryk - książę Śląska, Władysław zwany Karłem czy Bolesław władca dzielnicy senioralnej, książę Krakowa. Wszyscy oni marzyli o dniu, gdy pod swoim berłem zjednoczą królestwo i włożą na skroń koronę króla Polski. Jednak droga do tronu nigdy nie była prosta. Skłóceni książęta najeżdżający swoje ziemie, porwania, zabójstwa i nieprzewidywalni  sąsiedzi to tylko czubek góry lodowej niebezpieczeństw z jakimi musza się zmierzyć bohaterowie. Czy któryś z nich pokona klątwę rozbicia? Kto zginie, a kto wyjdzie zwycięsko okryty chwałą ? Czy biały orzeł znów rozwinie skrzydła po latach spętania? To wszystko w powieści Elżbiety Cherezińskiej Korona śniegu i krwi

Polska w okresie rozbicia dzielnicowego
         Pierwsza opinia z jaką spotkałam się odnośnie Korony śniegu i krwi brzmiała, że jest to polska Gra o Tron. Zaintrygowana i skuszona pozostałymi pozytywnymi recenzjami (Rosa pozdrawiam!) , sama postanowiłam sprawdzić czy i mnie urzeknie średniowieczny świat wykreowany przez p. Elżbietę. Jeżeli chodzi o ten gatunek jestem wyjątkowo wybredna. Czasy od starożytności, średniowiecza i nowoczesności do XVII wieku to mój ulubiony „okres” w dziejach ludzkości. Pełny wspaniałych bitew, odkrywania nowego świata no i przede wszystkich fascynujących, niezwykle niebezpiecznych dynastii, krwawo walczących o przejęcie władzy. Nic więc dziwnego, że poprzeczka została postawiona niezwykle wysoko. Ku mojej ogromnej radości Korona śniegu i krwi z łatwością przeskoczyła tą poprzeczkę, ustanawiając ją jeszcze wyżej. 

          Trzeba przyznać, że okres rozbicia dzielnicowego to ciemna plama na historii naszego narodu. Chociaż, każdy z nas potrafiłby wymienić chociaż 4-5 bardziej znanych królów czy książąt, to na pewno tylko nieliczni wiedzą czym było rozbicie dzielnicowe, za czyją sprawą i jakie wiązały się z tym konsekwencję. Mimo że okres panowania Piastów jest mi niezwykle bliski, sama gubiłam się i nie potrafiłam wskazać z imienia książąt poszczególnych dzielnic. Elżbieta Cherezińska postanowiła przybliżyć czytelnikom ten okryty mgłą tajemniczości okres, w niezwykle przyjemny sposób. Była to pewnego rodzaju wciągająca lekcja historii, której z uwagą słuchałby każdy, nawet najbardziej znudzony uczeń. 

          Dzisiaj, trochę inaczej niż zwykle, ale zacznę od tego co mi się w tej powieści nie podobało. Może nie podobało, to za duże słowo, ale brakowało mi na pierwszych stronach, drzewa genealogicznego Piastów. Wystarczyło proste drzewko od ojca rozbicia dzielnicowego do bohaterów, których losy śledzimy na kartach powieści. Mimo że w książce co jakiś czas, przypominane są koligacje rodzinne, miło by było zapoznać się z nimi na samym początku i w razie potrzeby do niego wrócić. Spis wszystkich poszczególnych książąt z podziałem na dzielnicę znajduje się na końcu, aczkolwiek nie radę zaglądać do niego wcześniej, ponieważ można tak jak ja, niektóre rzeczy, niechcący sobie zaspojlerować. 

          Co do tego, co mi się podobało odpowiedź brzmi: wszystko. Wspaniali, wielobarwni, nie pozbawieni ludzkich słabości i zmartwień bohaterowie, wartka akcja, no i przede wszystkim, realistyczne i dopracowane w każdym szczególe opisy strojów, uczt, zamków, bitew czy turniejów rycerskich. Autorka wykonała naprawdę kawał dobrej roboty, ponieważ dzięki temu czytelnik wręcz przenosi się w miejsca przez nią opisywane. Razem z możnowładcami i książętami pije i je na ucztach, stacza krwawe bitwy czy uczestniczy w kruchych pertraktacjach pokojowych. Co więcej, autorka nie zapomniała o kobiecych bohaterach, i chociaż w tej powieści pierwsze skrzypce grają mężczyźni, możemy znaleźć kilka naprawdę intrygujących, żeńskich postaci. Na marginesie, moją ulubioną na zawsze pozostanie Rikassa, którą uwielbiam od pierwszej chwili.

          Elżbieta Cherezińska powieścią Korona śniegu i krwi szturmem uplasowała w czołówce moich ulubionych autorów powieści historycznej. W sposób niezwykle przyjemny, a przede wszystkim ciekawy, opowiedziała historię mniej znanych, a jakże ważnych dziejów naszego kraju. Z niezwykłą przyjemnością sięgnę po kolejny tom Niewidzialna korona i ponownie wsiąknę w czas wielkich władców. Co do określenia Korony jako Gry o Tron muszę się nie zgodzić, ta pierwsza jest zdecydowanie lepsza :)

         Koniecznie dajcie znać czy czytaliście już Koronę lub inną książkę tej autorki i jak Wam się podobała. Ja jestem zachwycona i polecam ją wszystkim czytelnikom, a już na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla osób interesujących się historią Polski :)


środa, 29 marca 2017

Trudi Canavan „Gildia Magów”


źródło 




Wiesz dobrze, że ukrywanie tajemnic za drzwiami wymaga pewnej praktyki. Im bardziej martwisz się o to, że coś się wyda, tym trudniej ci to ukryć.








       J.R.R. Tolkien to człowiek, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Genialny autor trylogii Władca Pierścieni, którego książki sprzedały się w milionach egzemplarzy, a ekranizacje podbiły kina na całym świecie. Rzeczywistość wykreowana przez tego autora jest genialna, imponująca, rozległa, magiczna i nie do podrobienia. Odważni i charyzmatycznie bohaterowie na zawsze pozostaną w sercach i umysłach milionów czytelników. Nic więc dziwnego, że po sukcesie Władcy Pierścieni rozpoczęła się prawdziwa epoka powieści fantastycznej. Jednym z owoców tego okresu jest powieść Trudi Canavan Gildia Magów, która otwiera trylogię Czarnego Maga

        Sonea od zawsze nienawidziła magów, potężnych czarodziejów zamieszkujących Kyralie. Nic dziwnego, co roku nadzorowali oni Czystkę, usuwając z wewnętrznych ulic miasta wszystkich biedaków, bezdomnych, czy ludzi takich jak Sonea, nie mających pieniędzy na opłacenie coraz to wyższych czynszów. Pewnego razu, oglądając ten potok ludzkich cierpień coś w niej pękło i w ramach protestu rzuciła kamieniem w grupkę magów, a ten przebił magiczną barierę i uderzył jednego z czarodziei w głowę. Jak to się stało? Przecież ochronnej tarczy nie może przebić zwykły kamień, chyba że został rzucony przez maga. W tej samej chwili nie tylko Sonea, ale i magowie zdają sobie sprawę z jej magicznych zdolności, a dziewczyna musi uciekać by nie zostać pojmaną i zabitą. Jednak uwolniona moc Sonei z dnia na dzień rośnie, zagrażając nie tylko jej samej ale i całemu miastu.

         Trudi Canavan to autorka, z którą wiązałam ogromne nadzieje. Rzadko czytam fantastykę, mimo że swego czasu był to mój ulubiony gatunek. Zbyt wiele razy spotkałam się z banalnymi i przewidywalnymi historiami oraz oklepanymi, schematycznymi bohaterami. Wszystko to sprawiło, że od dłuższego czasu całkowicie zapomniałam o tym gatunku i zwróciłam się ku moim ukochanym kryminałom. Pewnego razu, skuszona pięknie wyglądającą kolekcją na półce mojego kolegi, postanowiłam dać autorce szansę i powrócić do fantastyki w wielkim stylu.  Jednak i tym razem przyszło ogromne rozczarowanie.

         Zacznę od tego, że pierwsza część trylogii, Gildia Magów jest do bólu przewidywalna. Po przeczytaniu pierwszych kilku rozdziałów byłam w stanie powiedzieć jak będzie wyglądać zakończenie i niestety się nie pomyliłam. Historia niczym nie zaskakuje, a akcja ciągnie się niemiłosiernie. Pierwsza połowa, a nawet ¾ powieści, to opowieść o ucieczce Sonei przed magami. Ona ucieka, oni ją gonią, ona im się wymyka, a oni znów próbują ją złapać. 300 stron zabawy w Kojota i Strusia Pędziwiatra. Tak naprawdę dopiero na 3-4 ostatnich rozdziałach mamy szansę poczuć odrobinę tej słodkiej niepewności i miłego zdenerwowania. Całość, mimo ogromnego potencjału jest po prostu nudna.

          Niestety bohaterowie też nie ratują sytuacji. Sonea dziewczyna ze slamsów odkrywa w sobie wielką moc, która może przerastać talent Wielkiego Mistrza. Nagle z dnia na dzień, ze zwykłej nastolatki staje się zagrożeniem dla całej Gildii. Ile razy czytaliśmy o takich bohaterach, samotnie ratujących świat, szlachetnych, odważnych rycerzach bez skazy na dodatek niewyobrażalnie pięknych. Brakuje tylko, aby dziewczyna dowiedziała się , że jest potomkinią najstarszego i najwspanialszego rodu czarodziei w całej Kyralii. Trzecia część trylogii nadal przede mną, więc wszystko jest możliwe.

         Aby nie być taką całkiem krytyczną, bądź co bądź Gildia Magów to literacki debiut autorki, wspomnę o dwóch rzeczach, które przypadły mi do gusty. Pierwsza, to tytułowy wątek Czarnego Maga. W tej części został on jedynie delikatnie nakreślony, ale w drugiej gra on już pierwsze skrzypce i powiem, że jest naprawdę ciekawy, interesujący i nieprzewidywalny. Po za tym, autorka całkiem zgrabnie nakreśliła miasto Imardin, w którym toczy się akcja powieści, jak i samą siedzibę magów. Z przyjemnością czytałam fragmenty opisujące Kyralie, tym bardziej , że nie są opisane topornie, a samą książkę czyta się stosunkowo łatwo i lekko.  

        Gildia Magów Trudi Canavan to książka, którą się szybko czyta, ale również szybko o niej zapomina. Mimo ogromnego potencjału, akcja ciągnie się niemiłosiernie i jest mocno przewidywalna. Być może moja ocena jest spowodowana tym, że książka została wydana w 2001 roku i wtedy panowały inne standardy. Nie jest to jednak dla mnie wytłumaczenie, bo inne starcze powieści fantasty jak chociażby te autorstwa Tolkiena, są wiecznie żywe i interesujące. Na szczęście jestem masochistką i nie znoszę zostawiać serii lub książek niedoczytanych, więc drugi tom „Nowicjusza” już za mną. Mogę wam obiecać, ze tam jest zdecydowanie lepiej, akcja jest bardziej dynamiczna, no i wątek Czarnego Maga jest dużo bardziej rozbudowany. Decyzję o przeczytaniu pierwszego tomu zostawiam Wam, drodzy książkoholicy. Być może recenzja drugiej części bardziej zachęci Was do poznania losów Sonei, Rothena, czy Akkarina. 


środa, 22 marca 2017

Remigiusz Mróz „Behawiorysta”


źródło




Do sądu przychodzi się po wyrok, a nie po sprawiedliwość. 









          Wagonik kolejki wyrwał się spod kontroli i pędzi w dół po torach. Na jego drodze znajduje się pięciu ludzi przywiązanych do torów przez szalonego filozofa. Ale możesz przestawić zwrotnicę i w ten sposób skierować wagonik na drugi tor, do którego przywiązany jest jeden człowiek. Co powinieneś zrobić?

         Ten eksperyment myślowy zwany dylematem wagonika, został wprowadzony przez Philippe Foot do analizy systemu wartości, logicznych niekonsekwencji w myśleniu wskazujących na nieuświadomione aksjomaty moralne. Krótko mówiąc, w celu określenia rozumowania przez nas moralności. Czy lepiej poświęcić jednostkę w celu ratowania większości, czy może życie każdego człowieka jest równie cenne? A może nie należy robić nic i zdać się na los? Na te pytania chyba nie ma dobrej odpowiedzi, na szczęście sytuacja ta pozostaje jedynie w sferze rozważań filozoficznych i psychologicznych. W powieści Behawiorysta Remigiusza Mroza dylemat wagonika ożywa z całą brutalnością.

          Jeszcze kilka lat temu Gerard Edling był szanowanym, rozpoznawalnym w Polsce i za granicą, naczelnikiem Wydziału V Śledczego w prokuratorze okręgowej. Jego niezwykła zdolność do analizy i interpretacji ludzkich zachowań, nie raz doprowadziła do rozwiązania skomplikowanej zagadki. Dziś, przez sprawę z dziewczyną, to skompromitowany mężczyzna w średnim wieku, który otrzymał wilczy bilet i nie ma możliwości powrotu do zawodu. Pewnego dnia, zdarza się okazja.  W jednym z opolskich przedszkoli zabarykadował się uzbrojony mężczyzna, grożąc że zabije wychowawców i dzieci. Sprawa jest o tyle przerażająca, że całe zajście emitowane jest przez Internet, i to obserwujący transmisje mają zadecydować kto zginie, a kto uniknie śmierci. Czas upływa, a policja i prokuratura są bezsilne. Nikt nie wie, dlaczego szaleniec wziął zakładników i jakie są jego żądania. Niedługo przekonają się, że atak na przedszkole to dopiero początek, a sprawa jest dużo bardziej zawiła i przerażająca niż by się mogło wydawać.

        Bardzo długo broniłam się przed twórczością Remigiusza Mroza. Jest to najlepszy przykład, że mam dystans do osób nad którymi inni się zachwycają. Ciągle słyszałam o nim tylko Ochy i Achy, jaki to Remigiusz Mróz nie jest wspaniały, że najlepszy, że niepowtarzalny. Najnormalniej w świecie byłam p. Remigiuszem zmęczona, ponieważ wszędzie było go pełno, a najnowsze powieści były wydawane z prędkością światła. Gdy inni w ciągu dwóch lat wydadzą jedną maksymalnie dwie książki, Mróz wydawał ich sześć, a może i więcej. Wszystko to spowodowało, że pierwszą książkę tego autora przeczytałam dopiero w połowie marca 2017 roku i był nią właśnie Behawiorysta.

       Jest to niezwykle ciekawa, wciągająca i krwawa historia o ludzkiej psychice, o pojmowaniu przez nas moralności na tle wielkiej zbrodni i skomplikowanej zagadki. Nie dziwi mnie już, że książka została okrzyknięta bestsellerem, ponieważ ma wszelkie do tego predyspozycje. Ciekawą  historię i genialnych, bardzo dobrze wykreowanych bohaterów Gerard Edling, Behawiorysta jest charyzmatyczny i bardzo autentyczny w swej odmienności. To człowiek kulturalny, ekscentryczny,  sztywno trzymający się zasad savoir-vivre, ale nie pozbawiony ludzkich słabości. Beata Drejer, była podwładna Edlinga, która zastąpiła go na stanowisku naczelnika, to kobieta konkretna i ambitna. Mimo wszystko potrafi przyznać się do swojej niewiedzy i zaryzykować zwrócenie się o pomoc, do zwolnionego dyscyplinarnie Behawiorysty. Autor nie zaniedbał także bohaterów drugoplanowych i epizodycznych. Wszyscy otrzymali unikalne cechy, przez co szybko zapadają w pamięć, a jednocześnie uniknęli przerysowania.

         Jeżeli chodzi o samą historię, to jest ona zawiła, krwawa i nieprzewidywalna do końca, czyli trio które lubię najbardziej. Książka wciąga od pierwszej strony i zanim się obejrzałam, sama podejmowałam decyzje kogo bym uratowała, a kogo skazała na śmierć. Mimo że nie chciałam, zrobiłam to podświadomie, przez co wkręciłam się w sytuacje jeszcze bardziej. Bardzo podobało mi się również, że autor nie „przesłodził” całej historii. Ci którzy nie czytali, pewnie zastawiają się, jak można „przesłodzić” historię, gdzie jakiś psychopata trzyma pistolet przy głowie dziecka. Nie chce zdradzać za dużo, ale porównam Behawiorystę, do Hollywoodzkich filmów akcji na przykład Szklanej Pułapki, czy innych tego typu. W takim filmie, główny bohater samotnie walczy przeciwko całemu złu na tym świecie, rozwala połowę miasta, a na koniec dostaje jeszcze medal za odwagę. Tutaj czegoś takiego nie ma, popełniłeś zbrodnie, zostaniesz ukarany, krótka piłka. Jeżeli chodzi o rozwiązanie całej zagadki, wydaje mi się ono delikatnie naciągane i przekombinowane. Takie zakończenie pozwala na dopasowanie wszystkich elementów układanki, ale mimo to liczyłam na coś odrobinę innego. Nie mniej, nie wpływało to na mój odbiór powieści jako całości i nadal uważam, że Behawiorysta to świetny kryminał.

        Jedne do czego mogę się przyczepić i zrobię to z największą przyjemnością jest „sprawa z dziewczyną”. Nawet nie samo jej rozwiązanie, ale to, że wszyscy bohaterowie, od głównych do pobocznych, non stop o tym mówią nie zdradzając szczegółów. Wiem, że był to zabieg celowy, często obserwowany  w różnych gatunkowo powieściach. Główny bohater ma tajemnice, która wpływa na jego przeszłe i teraźniejsze życie, i dopiero na koniec dowiadujemy się co to jest.  Rozumiem, że wyjaśnienie czym była ta „sprawa z dziewczyną” musiało znaleźć się na końcu, ale po co wspominać o niej po pięć razy na rozdział. W jednym dialogu znalazłam chyba cztery nawiązania do tej sprawy. Z góry przepraszam wszystkich studentów prawa, ale czytając te fragmenty, miałam wrażenie, że rozmawiam z tym typowym studentem prawa z kawałów, który ciągle powtarza, że studiuje prawo. Gdy jeszcze raz sięgnę po Behawiorystę, a stanie się to na pewno, pokuszę się o policzenie ile razy padło wyrażenie „sprawa z dziewczyną”.

        Behawiorysta Remigiusza Mroza to książka, obok której nie może przejść obojętnie każdy miłośnik thrillerów i kryminałów. Bardzo dobrze wykreowani bohaterowie, genialna historia, która wciąga od pierwszej strony i nieprzewidywalne zwroty akcji, to kwintesencja tej powieści. Z wielką przyjemnością sięgnę po inne książki tego autora, chociażby po serię z Chyłką i Zordonem.  Żywię tylko ogromną nadzieje, że tam nie natrafię na żadną „sprawę z dziewczyną” :D

niedziela, 12 marca 2017

Marc Elsberg "Blackout"



źródło





Dla tego społeczeństwa nie liczą się ludzie tylko zwiększanie zysków. Dla nich wspólnota to jedynie czynnik kosztowy.  Środowisko to źródło zasobów. Wydajność jest jego modlitwą, porządek relikwiarzem, a ego bogiem. 







          Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądał by świat gdyby nie wynaleziono elektryczności? Gdybyśmy nadal żyli jak ludzie w XV czy XVI wieku? Zamiast smsów i telefonów tradycyjne telegramy i  listy, telewizję zastępowałyby książki, a wirtualnych znajomych prawdziwe i szczere przyjaźnie. Nie jestem zwolenniczką postępu, w którym miarą popularności jest liczba „lajków” lub obserwujących na Istagramie, dlatego widziałam pewne zalety w powrocie do poprzedniego tysiąclecia. Jednak Marc Elsberg, a właściwie Marcus Refelsberg w swojej książce Blackout uświadomił mi, jakie ryzyko niesie za sobą długotrwała, ogólnokrajowa przerwa w przepływie prądu i z jakimi konsekwencjami się to wiąże. Wizja jest o tyle przerażająca,  co realna, zdolna do ziszczenia swoich obietnic w każdej chwili.

          Gdy pewnego zimowego wieczoru w całej Europie następuje przerwa w przepływie prądu ludzie są zagubieni i zdezorientowani. Brak prądu, czyli brak możliwości naładowania telefonu, podłączenia się do sieci czy chociażby obejrzenia aktualnych wiadomości wyjaśniających ten stan rzeczy. Zamiera komunikacja oraz transport, ponieważ bez odpowiednich pomp nie ma możliwości napełnienia baku paliwem. Wypadki drogowe, spowodowane niedziałającą sygnalizacją i oświetleniem, zapełniają szpitale po brzegi, a te bez odpowiednich leków i maszyn nie są w stanie udzielić wszystkim koniecznej pomocy. Brak żywności i wody, tragiczny stan sanitarny, grabieże i kwitnący czarny rynek to tylko nieliczne z problemów z którymi muszą się zmierzyć nasi bohaterowie. Jednak mimo zaangażowania całej rzeszy ludzi, nikt nie jest w stanie powiedzieć, co się właściwie stało i  kto za tym stoi.
          Dopiero Pierro Manzano włoski haker i  uczestnik antyrządowych demonstracji wpada na trop sprawców odpowiedzialnych za całe zamieszanie.  Odkrywa, że ktoś dokonał manipulacji w inteligentnych licznikach prądu, co może być przyczyną awarii. Zgłasza to odpowiednim władzom jednak nikt nie chce poświęcić mu nawet chwili uwagi. Mimo wszystko postanawia przemierzyć tysiące kilometrów aby poinformować odpowiednie służby o możliwym ataku terrorystycznym na  Europę. Ze względu na swoją przeszłość Pierro staje się jednym z głównych podejrzanych. Teraz musi nie tylko odkryć sposób aby przywrócić zasilanie, znaleźć osoby za to odpowiedzialne, ale także udowodnić swoją niewinność. Towarzyszy  mu w tym młoda dziennikarka Lauren Shannon, która w całej sytuacji widzi szansę wybicia się na szczyt medialnych elit.

          Mimo że Blackout to książka stosunkowo długa dla mniej wprawionych z pewnością zbyt długa uważam, że jest to pozycja warta uwagi. Nie dlatego, że autor oczarował mnie swoim stylem i błyskotliwością, pięknymi opisami czy wybitnie nakreślonymi postaciami. Nic z tych rzeczy. Zainteresował i wciągnął mnie problem z jakim przychodzi nam się zmierzyć. Zawsze doceniam i polecam książki, które czegoś uczą, coś uświadamiają. I właśnie taką powieścią jest Blackout.

          Nigdy wcześniej nie zdawałam sobie sprawy w jak wielu aspektach naszego życia niezbędna jest elektryczność. Być może dlatego, że nigdy nie zdarzyło mi się doświadczyć długotrwałej awarii. Prąd płynie w gniazdkach, bo tak jest, obecnie to żaden luksus zwykła codzienność. Niecodziennością staje się dopiero moment gdy tego prądu zabraknie. Jednak brak napięcia oznacza nie tylko rezygnację z komputera, telewizji czy światła. Ogólnokrajowa czy nawet regionalna awaria oznacza, że wodociągi nie mają wystarczająco energii, aby przepompowywać wodę do mieszkań, przez co ani nie zaparzymy herbaty, ani nie spłuczemy nieczystości z  toalet i sanitariatów. Brak prądu oznacza, że lodówki przestają działać przez co całe jedzenie ulega zepsuciu, a spożywanie go grozi poważnymi konsekwencjami zdrowotnymi.  Sklepy czy banki nie działają przez co nie zakupimy odpowiednich zapasów, a nawet jeżeli jakiś hipermarket udałoby się otworzyć, można sobie wyobrazić jakie oblężenie by przeżywał. Biję się w pierś, ale gdyby historię przenieść z krainy fikcji do rzeczywistości, w żaden sposób nie jestem zabezpieczona na taką ewentualność. I szczerze wątpię czy ktokolwiek z Was jest przygotowany na taką sytuację. A nawet jeśli bylibyśmy, to czy pomyśleliście o elektrowniach atomowych? Do ich chłodzenia niezbędny jest prąd, a jego brak grozi szeregiem awarii a w ostateczności stopieniem rdzenia, który doprowadziłby do powtórzenia sytuacji z Czarnobyla. Jedna awaria to tragedia, która pochłania tysiące istnień, wyobrażacie sobie gdyby do takiej awarii doszło by nie raz, nie dwa, a kilkanaście razy ? Ludzkość sama by się unicestwiła. Właśnie dlatego Blackout powinien przeczytać każdy, od prostego urzędnika, robotnika czy ekspedientki po polityków na wysokich stanowiskach. Opowiedziana przez autora historia z niezwykłą brutalnością przedstawia jak bardzo bezbronni jesteśmy, jak łatwo zabić setki czy tysiące istnień doprowadzając tylko do wyłączenia prądu…
          Przyznam, że jednym z problemów jakie napotkałam czytając tą książkę jest ogromna ilość opisów technicznych, parametrów i zupełnie nie zrozumiałych dla mnie słów z branży informatycznej. Z techniką prawdę mówiąc nie bardzo za sobą przepadamy, dlatego Blackout czytało się naprawdę ciężko i topornie. Intrygująca zagadka została stłamszona przez zbyt rozległe opisy. Wierzę, ze historia wiele by zyskała, gdyby zostały one nieco skrócone, a niektóre fragmenty całkowicie pominięte.  

          Kolejnym dla mnie problemem, było namnożenie obcobrzmiących imion i nazwisk. Nigdy nie uczyłam się niemieckiego, francuskiego czy holenderskiego  dlatego tak duża ilość nazwisk z tamtych rejonów naprawdę sprawiała mi trudność, szczególnie, że niektóre są mocno do siebie podobne. Zdaję sobie sprawę, że autor jest Austriakiem, dlatego było dla niego oczywiste opisywanie takich a nie innych postaci, tak samo jak dla Brytyjczyka byłoby używanie angielskich nazwisk, a dla Polaka polskich. Jednak, taka mnogość postaci ma swój urok dzięki temu awarię  mamy przedstawioną z różnych perspektyw i myślę, że przez to cała sytuacja jest przedstawiona w sposób tak bardzo obrazowy i realny. Gdyby autor skupiłby się wyłącznie trzech, czy czterech postaciach nie miałoby to takiego wydźwięku, a tak na kartach powieści obserwujemy zarówno rodzinne dramaty jak i walkę o władzę.
          Nie sposób nie wspomnieć o pięknej, minimalistycznej okładce. Jest prosta, mroczna i od razu wprowadza czytelnika w historię.

          Podsumowując, książka długa, przez opisy procedur ciężka, jednak jest to jeden z lepszych thrillerów naukowych jakie czytałam. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, inżynierowie szeroko rozumianą technikę, miłośnicy kryminałów zagadkę, a bardziej subtelni odbiorcy nawet romans. Problem ukazany w powieści uderza w czytelnika z całą siłą, ukazany jest w sposób obiektywny, przez zbędnego upiększania, przez co widmo takiej sytuacji staję się jeszcze bardziej realne.  Ja jestem całkowicie na tak i chętnie sięgnę po  kolejną powieść Macka Elsberga licząc, że i tym razem zaserwuje mi terapie szokową, która mną  wstrząśnie ale również uświadomi.   


© Szablon wykonała Ronnie ™ | RONNIE creators